Elżbieta Walczak fragment powieści, która powstaje

2.O kobietach, które kochają do utraty tchu i o mężczyznach, którym serca pulsują w rytmie Jarabe Tapatio.

 

Byłam ze Stasia dumna i wdzięczna za wszystko, co razem stworzyliśmy. W dniu ślubu obiecałam mu, że przez pierwsze pięć lat naszego małżeństwa będę z nim przy jego produkcjach filmowych, żeby mu pomóc. Byłam panią od PR w firmie, którą stworzył. Projektowałam kostiumy do jego filmów, a w międzyczasie pracowałam w telewizji prowadząc wywiady z gwiazdami show biznesu. W tej rodzinie wszystko kręciło wokół telewizji, seriali i spotkań biznesowych. I zawsze, za każdym razem w jakimś momencie wydarzały się punkty zwrotne, które zarówno mojej babci i mamie przewracały życie do góry nogami. Kosmos wtedy wariował, a one poddawały się tym wariacjom. Wciągał je w siebie ten wir, zmieniał kierunki, a one zmieniały decyzje o stylach życia, miejscach pracy, upodobania, wiarę – wszystko. Ulatywały z nich wtedy stare tendencje i wybierały nową tożsamość. Obie twierdziły potem, że radykalne zmiany na jakimś etapie są niezbędne. Miałam nadzieję, że w moim życiu będzie inaczej, że utrzymam to, co osiągnęłam, i że moja miłość będzie trwać wiecznie.

Gdyby każdy z nas miał trzy serca, kochalibyśmy całość – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Nie wiem czym jest wiara. Nigdy nie musiałam wybierać żadnego Boga. Nie wiem kim jest Śiwa, w którego wierzy babcia, ani kim jest Jezus, o którym tyle słyszałam. Mój  tato do śmierci swoich rodziców wierzył w opatrzność Matki Boskiej. Zbyt dużo stracił, żeby utrzymać tę wiarę.

Na świecie czci się około pięciu tysięcy Bogów. Tylko Twój jest prawdziwy.

okładki cykl2

Advertisements

STYL (rodzaj męski nieżywotny)

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=bookmarks

wywiad5

STYL (rodzaj męski nieżywotny)

 

Można całymi latami sprawdzać się i testować na sobie wrażenie zainteresowania świata sobą. W zasadzie nigdy nie wiesz w jakim momencie jesteś odrzucany przez środowisko, w którym funkcjonujesz. I nie jesteś tak naprawdę w stanie zgadnąć powodów, dla których tak się dzieje. Co mam na myśli? W zasadzie to, że jako ludzie czerpiemy z powietrza wizje, czyli marzenia; kim chcemy być, jak chcemy wyglądać, style – marki, odpowiednie okularki, shoesy ( z angielskiego buty ), co nas automatycznie przekierowuje na wizje ludzi, z którymi w związku z tym powinniśmy przebywać. Uczymy się nawet myślenia na temat otaczającego nas świata w danym środowisku (cwaniaczymy).

Podam przykład; Lubię Hiszpanię. Za tym idzie moje lubienie marki Zara i Stradivarius. Oczywiście, że nie gardzę H&M. W zasadzie wszystko mi jedno w jakich butach chodzę, byle wytrzymały sezon zimowy. Kiedy wchodzisz w środowisko ludzi, z którymi musisz pracować w butach innej marki niż ta, z którą cię utożsamiają, wtedy coś kurwa zaczyna zgrzytać. Zaczynają się sypać pytania i cel rozmowy skierowany jest na styl, a nie na to co sobą reprezentujesz.

– Inaczej panią sobie wyobrażałam. – Mówią, na przykład do ciebie, kiedy przychodzisz sfinalizować rozmowę telefoniczną. Zerkają na twój zegarek, pierścionek, kolczyki i przewieszają ci kurtkę w szafie, żeby zobaczyć co masz naszyte na górze – Zara? Ale wie pani, że szyją to Boliwijczycy w Portugalii. Taka kurtka warta jest może 10 euro. Nigdy bym nic nie kupił w Zarze. Naciąłem się. Przeczytałem pani scenariusz. W zasadzie nic bym nie zmieniał oprócz tytułu. Za bardzo hiszpański…- Tak mówią, oni do ciebie.

Oczywiście w takich sytuacjach niczego z tobą nie podpisują, bo chcą cię tylko zobaczyć. Więc wracasz do domu i myślisz, że świat ma cię w dupie. Wtedy twój mózg, który jeszcze tego samego dnia rano był otwarty i nieugięty, i kochał ludzi z twojej branży,  zaczyna cwaniaczyć tak samo jak mózg faceta, z którym się spotkałaś. Co mam na myśli? Zaczynasz umniejszać sobie, bo ktoś ze środowiska, z którym się właśnie utożsamiasz, nawet nie miał ochoty cię przelecieć. Miał wyłącznie ochotę sprawdzić w jakich butach chodzisz. I to nie ma nic wspólnego z empatią. Co w takiej sytuacji zrobić?

Naucz swój mózg szacunku do siebie:

  1. Upewnij się codziennie rano, że jesteś sobą, a nie tym za kogo cię biorą i z kim cię mylą.
  2. Odrzucaj myśli, które twoim zdaniem zaakceptuje świat, a które nie są twoimi myślami.
  3. Używaj brzydkich słów, to oczyszcza i pozwala zareagować w odpowiednim momencie, zanim dopadnie cię myśl, że ktoś zaprosił cię na rozmowę, żeby okazać ci szacunek nie mówiąc ci wcześniej (przez telefon) „Jestem zainteresowany pani propozycją i chcę współpracować. Podpiszmy umowę”.

Pewnie powiesz: brzydkie słowa nie pasują do mojego stylu.

Wtedy ja odpowiem: to się baruj. I PA!

International Phonetic Alphabet  IPA – still, stył, styłł, stylus, ( w każdym razie rzeczownik, rodzaj męski nieżywotny) 🙂

Jak rozładować stres po Sylwestrze (i zasłużyć na reinkarnację)

dzis7

Wiadomo, że pierwszy dzień po Sylwestrze to huśtawka nastrojów. Nie wiem, czy już wstać, czy dać sobie jeszcze trochę czasu na zlokalizowanie w myślach mojego telefonu marki Samsung, który odzwierciedla nastroje całego świata na portalach rożnych, oraz odnalezienie mineralki (lubię Cisowiankę) – Gdzieś tu stała.

Dam sobie jeszcze chwilę i pobuszuję w tym czasie po duszy. Zamknęłam oczy. Postanowiłam w myślach zrobić sobie prezent i polecieć do Indii. Nie wiem dlaczego po wylądowaniu wywalono mnie z luku bagażowego razem z walizkami (może w tym czasie na chwilę przysnęłam). Wzięłam dwa  głębokie oddechy i odzyskałam wizję. Znalazłam  w kieszeni resztki suszonego banana i kartkę, na której wyrysowany był plan, w którą stronę powinnam się udać. Wiadomo, Samsung z nawigacją w Google został w domu. Gdzie chciałam się udać? Aha, do źródeł, do Garhwalu i do rzeki Bhagirati. Nie wiem jak długo szłam, trochę się czołgałam, aż zobaczyłam przed sobą reklamę „Aktywacja rogów obfitości”. Facet z tupecikiem i złotym zębem wyciągnął  w moim kierunku szklankę wody i talerz z ryżem, na którym leżał kotlet sojowy. Poinformował mnie, że odzyskam po tym świadomość umysłu.

– Który mamy rok? – zapytałam.

– 2021 – odpowiedział gostek z sygnetem na palcu wielkim jak soczysta mandarynka, i ze złotą jedynką w uzębieniu. – Weszłaś na wyższy poziom. Nie pamiętasz mnie? Kopę lat! Poznaliśmy się na Sylwestrze w 2017.

– Możesz to doprecyzować – poprosiłam.

– Weszłaś ,dziewczynko, w inny wymiar.

– W inny wymiar czego? Możesz to doprecyzować – poprosiłam ponownie.

– Spójrz na siebie.

Spojrzałam.

– Jesteś oszałamiająca, perfekcyjnie dopracowana. Ten świecący, natłuszczony złotem dekolt. Ten grymasik zadowolenia na twarzy. Ten biust…

Nagle zobaczyłam, że jego stopy nie dotykają ziemi, a dłonie jak u kosmonauty lewitują w różne strony.

– O co se kaman, synek? – zapytałam – Kim ty jesteś?

– Twoim głównym tancerzem. Nie pamiętasz? W Sylwestra 2017 rozcieńczyłem twoje ego. Przekupiłem cię zimnym lodem. Nie było łatwo.

– Nie kumam – drapałam się po bląd lokach, na których wyczuwałam kilogramy lakieru .

– Dostałaś ode mnie pierścionek ze złotą głową świętej krowy. Trochę waży, dlatego weszłaś na wyższy poziom. Przejdźmy się po słońcu.

Kiedy odsłonił jedwabne zasłony w pająki zobaczyłam, jak wszyscy tańczą wokół nas; Jadźka, Marek, Zośka, Krzychu. To z nimi poszłam na Sylwestra w 2017.

– Możesz im wszystkim ogolić głowy jak chcesz, albo daj im po pięć euro, też się ucieszą.

– Dlaczego?! – wykrzyczałam swoje zdziwienie.

– Nie wytrzeźwieli od 2017. Spójrz, na sukience Jadźki wisi metka z wypożyczalni z tego roku. A w  kieszeni Krzysia znajdziesz rachunek na 10000 zł do zapłacenia za tę noc.

Faktycznie, metka z wypożyczalni na Jadźce wisiała. A mówiła, że kupiła od Jacykowa.

– Lecimy? – główny tancerz ze złotym zębem otarł się o moje uda lewitującym rogiem obfitości.- Ciepły lód, czy zimny? Wiem, że chce ci się pić. Masz wybór; albo reinkarnujesz na moją żonę, albo teleportujesz do wyra jakbyś była po Sylwestrze 2017. I uznajemy, że nic się nie stało.

Obudziłam się zlana potem, bo zadzwonił w torebce Samsung. Wyświetlił się mój chłopak, partner z Sylwestra, ale nie odebrałam. Zasługuję na święty spokój i reinkarnację (cokolwiek to znaczy) po Sylwestrze 2017, dopóki sobie wszystkiego nie przypomnę.

Do zobaczenia w roku 2018:)

Rok 2017 kończę jako osoba szczęśliwa i spełniona, bo udało mi się osiągnąć sporo rzeczy. Trochę niespodziewanie zostałam również wydawcą e-booków, co mnie pochłonęło bardziej niż aktorstwo. Przyszły rok będzie już inny, ponieważ moje książki i scenariusze teatralne będą przetłumaczone na język hiszpański, dlatego poświęcę więcej czasu na poznawanie rynku w Hiszpanii, czy w Argentynie. Mam również nadzieję, że moje scenariusze teatralne trafią na scenę w Hiszpanii. Spektakl muzyczny “Jedna kobieta w projekcie miłość” jest już gotowy w tej wersji. W drugiej kolejności jest spektakl muzyczny “Enamorada”. Ile się z tego uda osiągnąć ? Nie wiem. Mam nadzieję, że jakąś część. Życzę Państwu w Nowym Roku spełnienia Waszych marzeń, uśmiechu, zadowolenia z życia pomimo trudności, bo one zawsze są. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2018. Do zobaczenia:)

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=bookmarks

rok

Un fragmento de la obra de Elżbieta Walczak en la traducción de Dorota Łuszcz “Una mujer en el proyecto Amor”

Un fragmento de la obra de Elżbieta Walczak en la traducción de Dorota Łuszcz
“Una mujer en el proyecto Amor”

Una vida, una vida larga que empezó en el seno, como era antes. Buenly.Llamémosla Buenly. Buenly tendría cuatro o cinco años.Era la Navidad.Buenly ya se había despertado mientras todo el mundo estaba durmiendo. Vistió una bata pequeña y se puso de puntillas y, a hurtadillas ,salió de su cuarto. Bajó a cuatro patas de espaldas por la escalera por la cual le estaba prohibido bajarde esta manera.Abrió el trastero y sacó una muñeca empaquetada en un papel transparente. La muñeca tenía de todo. Tenía el pelo rizado de color amarillo, un sombrero pequeño, en la mano tenía un paraguas. A su lado había un bolso, un peine y un espejo pequeños. La muñequita,su hijita desde el principio, tenía los ojos azules que se abrían y cerraban. Buenly se sentó en un peldaño. Empezó a desvestir a su hijita regañándole. ¿Regañándole?Entonces, en su muslo… Tranquila, Buena. Tengo que cerrar los ojos.Me quedo con losojos cerrados.!Ratón!!!!! !Quítalo de la rodilla! No puedo, está debajo de mi vestido. Pues, levántate y quítatelo.¿Cómo?tengo apenas cuatro años. No abras los ojos, quítalo, tienes que superarlo por fin. !Abro! !Joder, tienes ya cincuenta años cumplidos, no? La luz fuerte me entra en los ojos.
Veo a un hombre. Está sentado de espaldas en un sillón, enfrente del televisor. Está tenso.Respira profunda y fuertemente. Cubre la cara con las manos. Lleva una bata gastada y unas bambuchas marrones.Respalda las manos en el sillón. No sé cuántos años tendrá.
Veo a una mujer.Está en la cama.Es guapa.
-Juan, !ratón!
El hombre se ha levantado. Lo veo de frente. Guapo, con el pelo canoso.Se pone de rodillas, al lado de la cama, mira debajo.Se levanta. Se sienta en el borde de la cama.
-¿Ratón? ¿Qué ratón?
Es mi padre.
– ¿ qué es lo qué no te gusta otra vez ? Levántate y apaga el televisor. Pero con cuidado porque se va a caer en el suelo tu corazón. Se ha partido en pedacitos.
Es mi madre.
El padre se ha levantado sin protestar, ha apagado el televisor. Ha vuelto a sentarse en la cama. Ha cubierto la cara con las manos.
-¿En la cama tampoco estás a gusto?Acuéstate.Te estoy hablando, Juan.Te has carcomido pordentro. Bésame

una 1

 

*przeczekanie*

*przeczekanie*

kiedy płynie mrok po mroku

i pozbawiony wskazówek czas

odmierza nieregularnie nadejście

kolejnego cyklonu

usypiam, budzę się i przesypiam

przyzwyczajam oczy do niepatrzenia

zapamiętuję tylko niepokój

 

ponad wszystko wyrasta niezadowolenie

 

wyczekuję wtedy tylko jednego

nadejścia  umiejętności skupiania się

na wspomnieniach

 

nadchodzą cicho miejsca i rozmowy

potem zastanawiam się znowu, nim zasnę

po co pamiętać ;mieszkania i kwiaty

które w nich były, skoro wszystko jest

bez znaczenia

 

patrzę na ciemność, która specjalnie

czeka

na upływ czasu nie do zniesienia

czekam

by powietrze stało się cieplejsze

przepełnione świeżym zapachem

życia

w  mroku nie słyszę bicia własnego serca

milknie i przeczekuje

nadejście kolejnego cyklonu

wiersz3

Dopóki jestem

 

 

DOPÓKI JESTEM

 

Wszystko było idealne od samego początku. Mieliśmy dom, ogród, który nazwaliśmy wiśniowym sadem, dwa konie i dwie sypialnie, w których spędzaliśmy osobno czas, kiedy zatapialiśmy się w myśleniu o przeszłości. Ustaliliśmy, że każde z nas może mieć swoją przestrzeń na pamiątki i zdjęcia byłych partnerów, mężów i żon. Po co? Uczyliśmy się na błędach. Budowaliśmy naszą miłość w oparciu o wnioski. Nie mieliśmy przyjaciół. Pamiętaliśmy, czym zapłaciliśmy za fałszywe uczucia innych. Często rozmawialiśmy: o tym, co czujemy, czego chcemy, i co możemy osiągnąć. Kochaliśmy się często, z namiętnością, jakiej nie znałam wcześniej. Pamiętam każdy dzień, każdy moment, pocałunki, prośby, przeprosiny i żal. Dręczyły nas wspólne wyrzuty sumienia. Byliśmy jednym i tym samym.

 

– Masz dzisiaj czas, kochanie? – zapytał mnie przy śniadaniu – Chciałbym, żebyśmy razem pojawili się na balu charytatywnym. Mówiłem ci o nim wczoraj. Burmistrz stanął na wysokości zadania. – Uśmiechnął się w moim kierunku i pogłaskał obrus. Nigdy tego nie robił.

– Tak, pamiętam – odrzekłam i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.

Było widno. Zawsze jemy śniadania około siódmej, a zegar miał wskazówki na trzeciej. Musiał zatrzymać się w nocy.

– Oczywiście, pójdziemy razem.

Trzymałam wzrok na wskazówkach i czułam, że słabnę. Chyba upadłam. Otworzyłam oczy, ale mojego męża przy mnie nie było. Leżałam na podłodze, mój wzrok cały czas był wpatrzony w zegar, który pokazywał za piętnaście trzecią.

– Kochanie, śpisz? – Podniosłam głowę i próbowałam wstać, żeby dotrzeć z powrotem do łóżka. Arka tam nie było. Położyłam się. Chciałam zrozumieć, co się dzieje.

– To tylko sen – powiedziałam do siebie i zamknęłam oczy.

– Jesteś, nareszcie. Twój zapach.- Arek przytulił się do mnie – Kocham twój zapach.

– Dotknij mnie tak, jak dotykałeś Dorotę. Pamiętasz, mówiłeś mi o tym. Poznaliście się na Bali. – Jego dłonie były chłodne ale czułam miłość. – Miałeś wtedy dwadzieścia sześć lat, ona też. Miała rude, długie włosy i bransoletki z muszelek na nogach. Podniecał cię ich dźwięk, kiedy dotykałeś jej stóp. Delikatnie wtedy opuszczała i podnosiła ciało, żebyś mógł zobaczyć więcej. Nie przestawaj, proszę, powtarzała.

Zegar zaczął wybijać trzecią.

– Raz – liczyłam.

– Czemu się nie kładziesz? – zapytał – Jest noc, cała się trzęsiesz.

– Dwa.

Leżałam na podłodze. Kiedy otworzyłam oczy Arek stał nade mną. Było widno, chyba około ósmej, bo widziałam jak parowała poranna kawa przy naszym łóżku. Musiałam ją tam przed chwilą postawić.

– Byłaś u lekarza? – zapytał i pomógł mi wstać – Kochanie, kiedy byłaś ostatnio na badaniach?

Usiadłam na łóżku i wzięłam filiżankę w dłonie. Kawa była zimna.

– Wczoraj byłam. – Odstawiłam filiżankę. – Chyba wczoraj.

– Zostań dzisiaj w domu. Przyjadę po ciebie wieczorem. Bądź gotowa na siedemnastą.

– Dobrze. – Schyliłam głowę i dotknęłam swojej stopy. – Zerwała mi się chyba bransoletka. Widziałeś ją? – Kiedy podniosłam wzrok, Arka już nie było. Zawsze śpieszył się do tej swojej korporacji.

– Jest. – Leżała na łóżku, jakby ją ktoś ze złości porozrywał, bransoletka z małych muszelek.

– W co ja się ubiorę?

Weszłam do garderoby i założyłam niebieską sukienkę ze srebrnymi cekinami. Uwielbiałam ją. Zerknęłam do lustra.

– Schudłam i to bardzo. Czym ja się tak martwię?

Nie podobała mi się już. Zdjęłam ją i weszłam naga do pokoju Arka. Było dziwnie chłodno, jakby zapomniał zamknąć okno. Przecież wie, że nie lubię chłodu. Ciepło, tylko ciepło, nawet w sercu. Tego się nauczyłam. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Zdjęcie Arka i moje spadło ze ściany. Po prostu spadło. Stąpałam po potłuczonym szkle, ale niczego nie czułam. Zostało na biurku zdjęcie Agaty, jego pierwszej żony. Miała na sobie niebieską sukienkę z cekinami.

– Dziwne. Minęło tyle czasu, a on ją cały czas kocha. Jest w jego sercu, czuję to. Może właśnie tego ma się nauczyć, miłości. Nie wiem, może tak, a może nie.

Ten dzień minął szybciej niż wszystkie. Nie pamiętam, co robiłam. Chyba płakałam, bo zobaczyłam stos chusteczek przy swoim łóżku i muszelki. Czemu leżą znowu na poduszce? Przecież wyrzuciłam je do kosza.

Zegar wybił piętnastą, a może trzecią. Ubrałam się w czerwony garnitur i zaczęłam robić makijaż, który nie mógł zakryć tych dziwnych plam, które miałam od jakiegoś czasu na twarzy.

Nie pamiętam momentu powrotu Arka do domu. Pamiętam bal. Znaleźliśmy się na balu.

-O, Arek! Dobrze, że przyszedłeś – ktoś krzyczał w naszym kierunku.

Znałam tych ludzi, oni mnie też. Byli naszymi przyjaciółmi? A tyle razy rozmawialiśmy o tym. Żadnych fałszywych osób w naszym otoczeniu. To były jego słowa. Czemu ich aż tylu? Dlaczego nikt się ze mną nie wita? Czy znowu zawiniłam? Poczucie winy. Nie znam gorszego uczucia. Uczyliśmy się nie obwiniać nikogo za straty. Wybaczaliśmy, rozumieliśmy i cierpieliśmy za winy innych.

Tańczyliśmy. Arek miał łzy w oczach. Chyba ze szczęścia. Bałam się zapytać. Szczęście, wiem, co to szczęście.

– Nie płacz. – Otarłam jego łzę.

– Czuję twój zapach – powiedział. – Kocham cię.

– Wiem.

Uczyliśmy się kochać siebie całymi latami. Omijaliśmy błędy z przeszłości. Agata, jego pierwsza żona, zmarła. Nie pamiętam dlaczego. Pochował ją na Bali, tam się spotkali. Była roztropna, bardzo kobieca i lubiła podróżować. Była odważna. Zmarła na serce. Nauczyła go miłości do świata, otwartości, ale odeszła. Chyba dlatego tu jesteśmy, na tym balu, na którym widać wszystkie odcienie: zazdrość, zawiść, udawaną przyjaźń, ale jest w tym miłość.

Arek opuścił ręce. Przestaliśmy tańczyć. Burmistrz przywołał wszystkich pod scenę. Jakaś kobieta podeszła do Arka i pocałowała go. Otarła jego łzy.

– Czemu płaczesz? – zapytałam.

– Bo czuję twój zapach – mówił w moim kierunku.

Byłam szczęśliwa, bo wyciągnęliśmy z tej lekcji właściwe wnioski. Miłość istniała.

– Zapraszam wszystkich bliżej – żona burmistrza krzyczała do mikrofonu. Przeszkadzał mi ten dźwięk.

– Jesteśmy tu, żeby tą aukcją wesprzeć…

Tłum ludzi patrzył na mojego męża. Wsparcie – cóż za dziwne słowo. Nikt nie wspierał nas, a jesteśmy tu dziś, żeby kogoś wesprzeć. Na scenę wszedł zespół i usłyszałam swoją ukochaną piosenkę. Moją i jego. Byłam szczęśliwa. Byłam taka szczęśliwa.

– Dziękuję. – Odwróciłam głowę w stronę Arka, ale zniknął.

Żona burmistrza przedstawiła pierwszy przedmiot na licytację – niebieską sukienkę ze srebrnymi cekinami.

Usłyszałam bicie zegara. Powiedziałam w myślach: trzy.

Otworzyłam oczy, leżałam na podłodze. Wiedziałam, że nic już nie jest ważne, oprócz tego, czego się nauczyłam. Uświadamiam to sobie, dopóki jestem.

wersja2aa