Domy, w których od dawna nie słychać oddechów…

 

 

***

ukłucie niepokoju w oddechu domu

w którym od dawna więdną kwiaty

i widać ślady włamania i podążania

za płomieniem świec

parnych niewidzialnych oddechów

w nieprzeniknionych ciemnościach

 

ten dom od dawna bez dźwięków

karmi moją wyobraźnię

ostatnimi dniami

nie ma w nim aniołów

dym pochłania wszystko

zapach pustki i śmierci

nie mogę oderwać wzroku

od tego co się wyłoni

za parę kroków

 

nie mam ochoty na potwierdzenie zmartwychwstania

lodowate spojrzenia i skroplone w powietrzu oddechy

rozlewam dym na wszystkie ściany

nim świece zgasną

 

czego szukam w miejscu

w którym od chłodu zatyka w piersiach

pamiętanie

 

a klucz? kto zabierze klucz?

zawsze słyszę ten głos

ale ze strachu już go nie rozpoznaję

baner tomiku Krótkie scenariusze

“Pokaż mi horyzont” – fragment opowiadania Elżbiety Walczak ze zbioru “Nienasycenie” – premiera w listopadzie

 

Nie wiedział, co czuje naprawdę. W jednej chwili szczęście, a za moment gniew i rozczarowanie.

Jaś był mały i drobnej postury. Jego skóra jakby prześwitywała. Anna widziała jak kurczy się jego gardziołko, które właśnie domagało się ciastka.

– Nie krzycz – uspokajała syna, który był zbyt mały, żeby zrozumieć, że muszą się po prostu upiec. – Spójrz, są w piekarniku i za chwilę będą gotowe. Cierpliwości.

Nie wiedział czym jest cierpliwość, podobnie jak jego ojciec.

– Jesteś mądrym chłopcem – powiedziała, gładząc go po policzku. – Zobacz, co tutaj mam. – Wyjęła z kieszeni fartucha małe pudełeczko, które nosiła od rana. – To prezent dla taty. Zanieś mu, dobrze?

Chłopiec uspokoił się na widok złotej wstążki, którą zawiązany był prezent. Pobiegł w stronę pokoju, w którym jego ojciec oglądał telewizję.

– Co to? – zapytał Adam małego chłopca, który szybko postawił pudełko na stole i pobiegł z powrotem w kierunku kuchni.

– Powiedział tatuś coś? – Jaś patrzył na nią ze łzami w oczach, bo nie wiedział czego wszyscy od niego oczekują, odciągając go od ciepłej szyby piekarnika. – Zostaw, jeszcze chwila – zdjęła jego rękę z szyby.

Adam patrzył w ekran i wypowiadał w myślach słowa, których nie był świadomy. Jego twarz robiła się wtedy groźna, wydłużona i blada z napięcia. Rozejrzał się po pokoju, jakby szukał potwierdzenia na to, że jego myśli skierowane są do kogoś zupełnie innego. Zerknął w kierunku kuchni. Anna stała oparta o blat stołu, uśmiechając się do syna, który ciągnął ją za fartuch, śmiejąc się zbyt głośno. Czuł, jak ze złości zatrzymuje się powietrze w jego płucach i krew zaczyna napływać do skroni. W tym właśnie momencie Anna spojrzała na niego. Wiedział, że go ocenia, zapracowana przy urodzinowej kolacji dla niego.

– Mógłbyś w końcu otworzyć prezent. – Powiedziała z uśmiechem, który wymuszała na sobie, odkąd przestał zarabiać mniej, od czasu, kiedy stracił stanowisko w firmie brokerskiej. Od tego właśnie momentu jej twarz przestała wyrażać uczucia. Było w niej coś, czego nie potrafił określić. Nie wiedział czy to wściekłość, czy strach.

– Tak, zaraz to zrobię – odpowiedział, i odwrócił głowę w kierunku ekranu.

W jej głosie było coś, co go złościło. Obiecał sobie, że jak zadzwoni ten pracodawca, o którego mu chodzi, to znowu zacznie być miły i kochający. Taki jak dawniej. Obiecał sobie również, że będzie pracował ciężko, ciężej niż zwykle. Patrzył w jej kierunku i zastanawiał się, o czym myślą kobiety jak mówią o miłości. Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.

– Pomóc ci w czymś? – wziął do ręki pudełko i obracał je w różne strony.

Albo nie usłyszała, albo po raz kolejny zignorowała jego pytanie. Odstawił prezent z powrotem na blat stołu. Wziął piwo i bezmyślnie patrzył w telewizor. Mówili coś o poważnym kryzysie finansowym. Wstał i poszedł do kuchni. Anna schylała się, żeby otworzyć w końcu ten cholerny piekarnik. Dotknął jej pośladków, pochylił się nad nią, i poczuł gorące powietrze na swojej twarzy.

– Uwielbiam twoje ciasteczka – szepnął jej do ucha, wkładając rękę pod fartuch.

Jaś klaskał w ręce.

– Ty też je uwielbiasz, prawda? – wtulił się w nią tak, by poczuć jej piersi.

– Gotowe – uśmiechnęła się. Chciała jednak jak najszybciej chciała dotrzeć do pokoju, by uwolnić się z uścisków, które od dawna nie sprawiały jej przyjemności. Wzięła chłopca za rękę i usiedli razem na sofie, przy której stał stolik, a na nim nieodpakowany prezent. Mały oparł głowę na jej kolanach. Adam dotykał jej włosów. Wiedział, że pewnego dnia odejdzie, że będzie chciała lepszego życia. Poczuł się w tym momencie oszukany przez własne myśli. Słyszał w głowie jej głos. Pamiętał, kiedy po raz pierwszy powiedziała, że go kocha. Wierzył jej, tak samo jak wierzył w to, że im się uda. Już od dawna nie zapewniała go o swojej miłości.

– Co to? – zapytał, biorąc po raz kolejny pudełko do ręki.

– Nie wiem, sprawdź – nieświadomie położyła rękę na jego udzie.

Poczuł w tym momencie znowu złość, jakby ciało zapomniało, czym jest jej dotyk. Zdjęła rękę i położyła ją na główce chłopca.

– Zgaś światło w kuchni, skoro jesteśmy tutaj. Musimy oszczędzać. – Otwierał prezent w czasie, kiedy ona zdejmowała syna ze swoich kolan.

Stała przez chwilę w ciemności czując strach i zapach swojego potu, który mieszał się z zapachem ciasta.

– Przesadziłaś – usłyszała głos, który od dawna kojarzył jej się z dzieciństwem. Poczuła dreszcz i niepokój.

– Możesz tu przyjść?

Chłopiec spał, kiedy weszła do środka. Adam wstał i ruszył w jej kierunku.

– Przesadziłaś, ale dziękuję – odwrócił głowę, aby upewnić się, że Jaś śpi.

Dotknął jej szyi, jakby sprawdzał tętno. Przesunął dłonie do ust. Nie protestowały, ale nie były już tak miękkie jak kiedyś. Jego oczy mówiły wyraźnie – teraz. – Znała to spojrzenie, i każdą wyuczoną reakcję na coś, co już od dawna było nie do zniesienia. Ścisnął jej ramiona, żeby sprawdzić czy nadal są tak samo silne, by znieść kolejny ból.

– Przestań myśleć i odpręż się – dotykał jej brzucha, który po  porodzie nie chciał wrócić do dawnego kształtu.

– Nie schudłaś. – Wyraźnie ta myśl sprawiała mu radość. – Jego członek był już gotowy. – Nie jesteś doskonała.

– Wiem – odpowiedziała, nie spuszczając wzroku z syna, który ssał piąstkę przez sen. Ręce Adama przesuwały się wzdłuż uda. Ten dotyk budził w niej lęk. Miała nadzieję, że przestanie.

– Nie nosisz stanika od jakiegoś czasu. – Jego palce po raz kolejny zacisnęły się delikatnie na jej szyi.

Poczuła, że drży.

Ręce osunęły się, by dotknąć jej włosów łonowych.

– Są za gęste. – Jedna ręka trzymała ją za kark, druga wsunęła się do środka. Nie krzyknęła, nie mogła. Wiedziała, że tylko w taki sposób rozładuje jego napięcie.

ela38

*nie przesypiaj życia*

 

ela34

 

***

jeśli chcesz być pisarzem

to żyj jak pisarz

wstawaj o świcie myśl o wygranej

spaceruj i twórz nie narzekając

na zbyt długi dzień i na noc

której nie da się znieść

po kolejnej przegranej

bo wszyscy tak mają

jeśli przetrwasz – wygrałeś

jeśli nie

przynajmniej powiesz że żyłeś

jak pisarz

 

jeśli chcesz być aktorem

to żyj jak aktor

nie jęcz nie narzekaj nie pij

tylko sobie uświadom że gwiazdy

świecą tylko na niebie

że to zawód który może

ale nie musi dać ci więcej

spaceruj i ciężko pracuj

pukaj wszędzie i obserwuj

dlaczego inni tracą

żebyś mógł wygrać i powiedzieć

inni? to ja jestem aktorem

 

kimkolwiek chcesz być

nie przesypiaj życia

nawet wtedy kiedy usłyszysz

od siebie że to nie ma sensu

ma sens

chociaż wygrywa niewielu

siłą może być szukanie celu

jeśli odnajdziesz

to czego szukasz – wygrałeś

jeśli nie

przynajmniej powiesz

nie żyłem bez celu

“Zadzwoniła śmierć jak wybawienie” – fragment opowiadania Elżbiety Walczak

 

Niby było tak samo albo podobnie, ale przez ostanie kilka miesięcy coś nie grało. Nie mam na myśli porannych, radiowych audycji muzycznych, które włączam zaraz po przebudzeniu. Chociaż w zasadzie od radia się zaczęło.
Była Wielkanoc 2017 roku. Wielka Sobota – godzina siódma rano. Nastawiłam fale radiowe na 92,5 grali za szybko, a chciałam poczuć świąteczny nastrój, więc przesuwałam wskaźnik po różnych stacjach. Nie wiem czego konkretnie szukałam, może ballad albo jazzu, w każdym razie chciałam jeszcze przez pół godziny pogapić się w sufit. Mój palec zatrzymał się znowu na czymś średnio konkretnym, ale postanowiłam dać temu szansę. Usłyszałam, jak jakiś rozgoryczony facet krzyczy do słuchawki, że właśnie zadzwoniła do niego śmierć.
– I co powiedziała do pana śmierć? – Redaktorka miała miły, bardzo charakterystyczny głos.
– Że zostało mi pół godziny. Proszę nie odkładać słuchawki – prosił.
– A gdzie ona teraz jest? – kontynuowała zadawanie pytań.
– Po drugiej stronie. – Mężczyzna wyraźnie płakał.
– Po drugiej stronie jestem ja. Proszę się mnie nie bać, nie zjem pana, ani nie zabiorę ze sobą.- Było słychać śmiechy w studio.
– Po drugiej stronie stołu, siedzi i rozkłada karty. Mam jedną wyciągnąć, jeśli to będzie AS dostanę w prezencie jeden dzień.
– A jeśli, to nie będzie AS? – zapytała.
– Nie wiem.
– To niech pan spyta.
Zapadła w słuchawce cisza.
– Powiedziała, że jeśli to nie będzie AS, to umrę.
– Czy nie wydaje się panu, że zwrócenie się o pomoc do psychiatry jest lepszym rozwiązaniem, niż dzwonienie do radia.

Też tak uważałam. Chciałam przesunąć wskazówkę na inną stację, ale usłyszałam trzask i dziwny huk, którego nie byłam w stanie określić i cichutki kobiecy głos w mojej głowie : „Wszyscy byliście świadkami”.
– Chyba byliśmy świadkami czegoś niezwykłego, a teraz czas na reklamy.- Powiedziała pani redaktor i pulsowało w eterze: „Reklamy, czas na reklamy”.
Wyłączyłam radio i poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Nie zastanawiałam się nad sensem tego, co usłyszałam, bo takich pajaców, którzy dzwonią do radia, czy do telewizji, żeby potem odtworzyć kolegom z pracy swój niby wywiad jest paru. Myłam włosy przereklamowanym szamponem. Nie były po nim ani błyszczące, a z pewnością nie zmieniała się ich objętość i długość. Pachniał nieokreślonym zapachem, a jedyne czego chciałam masując się po skroniach, to zostać ambasadorką jakiegoś chodliwego gówna, żeby w końcu pozbyć się finansowej zapaści. Święta chyba skłaniają do takich smutnych refleksji. Śniadanie zjadłam sama, bo po raz kolejny nie spełniła się w moim życiu miłość, której pragnęłam, a stosunki rodzinne i blade twarze członków rodziny chciałam już tylko oglądać na zdjęciach. Wieczorem jadę na warsztaty rozwoju duchowego. Uznałam to, za jedyny ratunek dla siebie. Pięć dni z takimi jak ja. Może się czegoś dowiem o ludziach, którym anioły siedzą na ramionach. Zapaliłam papierosa i słuchałam burzy za oknem. O tej porze roku, to trochę dziwne – pomyślałam. Błysk za oknem spowodował, że zobaczyłam twarz swojej matki i moment w którym umierała. Nieświadoma tego faktu, zerknęłam na papierosa, który nie wiedzieć dlaczego przestał się palić. Sięgnęłam po zapalniczkę, która przestała działać. Spojrzałam na swoje odbicie w szybie okna, czułam się samotna i wypalona jak ten papieros, który zgasł bez powodu. Święta pamiętam tylko z okresu dzieciństwa. Nigdy nie byłam nimi zachwycona.

„Zadzwoniła śmierć jak wybawienie” – fragment opowiadania Eli Walczak / zbiór opowiadań „Nienasycenie – premiera w listopadzie /

ela33

Ograniczenia są nudne jak filmy Felliniego – Ela Walczak tomik “Krótkie scenariusze o życiu” – premiera wkrótce

 

***

lista jego fantazji była dłuższa

od przekonania że to nie ma końca

wyruszył na Bliski Wschód

w poszukiwaniu podniet seksualnych

daleko od domu w którym nie było

tylu wrażeń i nie było słońca

 

myślał że męskie pragnienia są mitem

dopóki nie poznał tej jedynej

prostytutki o złotym sercu

była nienasyconym obszarem fantazji

stał się spełnionym prowokatorem

ukrytych marzeń a to nie jest łatwe

 

unosił się i zapadał ze strachu myśląc

że tylko rozkosz na łożu śmierci zapamięta

więc wyruszył w kolejną podróż

w poszukiwaniu człowieka którego pamiętał

 

mijały lata

w których napotkani zasłaniali mu słońce

w końcu jak Diagones bełkotał i beształ jako ten

mizantrop

który posiadł wszystko oprócz wiedzy na własny temat

 

umarł na niej

słuchając Madame Butterfly Pucciniego

był opętany seksem niewiarygodny i obłudny

ograniczenia są  nudne jak filmy Felliniego

wywiad5

ONE-PAGE powieści “Zakochana brzmi jak enamorada” Elżbiety Walczak

ONE – PAGE

TYTUŁ : Zakochana brzmi jak enamorada

KATEGORIA : Literatura piękna

GATUNEK : społeczna, obyczajowa

FORMA : powieść

LOGLINE : Opowieść o tym, że życie tworzy samo scenariusze na niezły film.

Zakochana brzmi jak enamorada

STRESZCZENIE :  Adela, główna bohaterka w dziwnych okolicznościach dowiaduje się, po śmierci rodziców swojego  męża, który jest Hiszpanem, że Alonzo był dzieckiem adoptowanym. Rozpoczyna się w jej życiu mentalny kryzys  i utrata wiary. Gorączkowo poszukuje odpowiedzi na pytania o sens życia, próbując odkrywać  ją w różny sposób. Zapisuje swoje przemyślenia na papierze, żeby uświadomić sobie sens tego, co pisze.  Zapisane historie zaczynają układać się w scenariusz filmowy. Rozpoczyna się proces przemian.  Z aktorki serialowej staje się wraz ze swoim mężem producentem filmu, którego scenariusz napisało życie.

Powieść, w której komediowe wątki przeplatają się z gorzką prawdą. „Zakochana brzmi jak enamorada” przełamuje schematy dla patetycznej, współczesnej prozy.

INFORMACJE O SOBIE : Elżbieta Walczak – aktorka, producent spektakli teatralnych, autorka trzech powieści „Enamorada”, „Zakochana brzmi jak enamorada”, „Karmiczny dług” i kilku tomików poetyckich. Wydaje swoje pozycje literackie w formacie e-book jako Enamorada Art. Finalistka konkursu Debiut Literacki Roku 2015. „Zakochana brzmi jako enamorada” istnieje na rynku wydawniczym jako e-book.

KONTAKT : enamorada.art@wp.pl

STRONA NA FB:

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/