Tak się kończy nowa powieść cyklu Enamorada Elżbiety Walczak (Enamorada, truskawki i szampan), która właśnie pojechała na konkurs Literacki Debiut Roku:)

5. W zasadzie mogłoby jeszcze trwać, gdyby nie to, że…

Odwiedziliśmy Jerez po dwóch latach. Tak samo rozciągały się ulice i domy. Ludzie odwiedzali kościoły w niedzielę, tak samo odświętnie ubrani. Pewnie niewielu już pamięta tamte zdarzenia. Miałam wrażenie, że to wszystko wymyśliłam. Słońce stęskniło się za mną. Mijaliśmy z Miguelem strach i urywki wspomnień. Patrzyliśmy na martwe już mandarynkowe pola, jakby wszystko rozgrywało się gdzieś indziej. Poszliśmy w kierunku cmentarza, żeby odwiedzić grób Nieve. Kwiaty w gablocie wyglądały jak cienie. Nikogo tu z pewnością nie było przez ten czas. Wiatr unosił pyłki kurzu w powietrzu. Dostrzegałam w tym wietrze coś nienaturalnego. Unosił liście i wszystko, co leżało na ziemi w kierunku domu na skale. Dawał znak, że coś kiedyś istniało. Przywołał wspomnienia i twarze. Nie mogłam zapomnieć ludzi ze zdjęć. Miałam jakieś dziwne przeczucie. Zaczęłam drżeć w środku, mimo upału poczułam w sobie lodowaty chłód. Ktoś nieopodal siedział na ławce i czytał książkę. Szeptał albo mówił półgłosem, bo słyszałam ten głos. Słowa unosiły się w powietrzu razem wiatrem w kierunku domu na skale. Poczułam nieodpartą chęć zbliżenia się do tej postaci. Twarz miała zasłoniętą książką. Męski strój wskazywał na mężczyznę. Ale wiatr unosił do góry włosy, które nie były ani krótkie, ani długie. Nie byłam pewna, tylko zdezorientowana. Bił od tej osoby chłód, który zabierał moje ciepło, dekoncentrował mnie i męczył. Chciałam podejść, ale stałam. Bałam się, że jak podejdę to stanie się coś, co mnie zmieni na zawsze, że zamienię się w przeszłość i zamarznę. Ten ktoś pochodził z przeszłości jak sny, których nie rozumiałam. Wiatr wiał, a on (albo ona) ciągle czytał i nie podnosił wzroku. Głos niósł się coraz wyżej i dalej; Nazwałaś mnie swoim imieniem, ale nie jestem tobą. Poszukujesz w sobie tego, co jest we mnie. Szukasz w ciszy, w niepokoju. Jestem tutaj, nawet obok. Nie patrzę, a wiem. Gdy podejdę pierwszy (a może pierwsza), nie będziesz już sobą. Wiem, że wiesz, że jestem obok.
Brzmiał jak głos Boga (albo jak mój własny głos), którego nie byłam stanie usłyszeć wyraźnie.

okładki cykl2

Zapraszam na swoją stronę

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/

styl

Mam nadzieję, że spodoba się Wam cały cykl Enamorada:)

  1. okladka Enamorada jpg

 

2. Zakochana brzmi jak enamorada

Advertisements

Przepis na wielkanocną kluskę w gardle:)

ela4

Nie mogę się dostać do maku, zasiałam pod wanną. Widzę tylko grzyby. Dobre i to.

–  Kociu, może być grzybowa na Wielkanoc? Tak wiem, była na Wigilię. Mógłbyś mnie pociągnąć za nogi, bo się nie mogę wypchnąć .  Dobra, wylazłam sama!  – Ogłuchł, bo dmucha w balon, winko próbuje.  – Pamiętasz, że na litr moczszu przypadają jakieś dwa litry cukru?

– No właśnie – odezwał się Kociu – za słodkie. Za mało moszczu, za dużo cukru.  Posmakuj, czegoś tu brakuje. Myślę, że mocy. Pamiętam wigilię, pierdziałem potem żarem.  Tamto było za mocne. Z miłości do ciebie zrobię z tego likierek jagodowy, żebyś potem nie gadała sąsiadom, że się kończę jako człowiek.  Dawaj jagódki.

–  Nie wiem jak ci to powiedzieć.

– Nie mów. Daj truskawki są w pralce. Coś przede mną  ukrywasz kobieto? Gadaj, bo jak zacznę próbować to się nie wykręcisz.

– Nie urosły.

– Nie wierzę. Szczegóły poproszę.

– Nawoziłam nie tym, co trzeba.

– Kocim czy psim?

– Twoim.

– Właśnie takimi spostrzeżeniami doprowadzasz mnie zawsze do szaleństwa. Zmartwychwstania nie będzie!

– Będzie Kociu, zostało trochę  halucynogenków.

– Nie zostało kobieto.

– A co z nimi zrobiłeś?

– Dałem Maciaszczykom, na okoliczność nocy poślubnej.

– Szkoda, ale młodzi już nie byli. Idę do Żabki, chcesz coś?

– Ikry w postaci czystej małpki  i kupon  toto -lotka. Do świąt tydzień, wszystko się może wydarzyć.  Cygar nie kupuj. Skręci z tego, co zostało koło pieca.

– Gadasz jak ostatni żul.

– Mam to po ojcu.

– A po matce?

– Zostały mi tylko wspomnienia. Dlatego mam codziennie kluskę w gardle .

– I przepis Kociu na świąteczne potrawy i zacier.

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/ 🙂 Zapraszam do polubień

 

Fragment powieści, która powstaje. Elżbieta Walczak “Enamorada, truskawki i szampan”

Położyłam się z powrotem na podłodze, ale kroki oddaliły się. Myślałam o tym, jakby to było gdybym prasowała mu garnitury, a on jeździłby na wykłady, promocje i odczyty z Luną. Dziewczyną, która była inspiracją do napisania książki o tym, że da się widzieć i odczuwać sercem. Widziałam jak idzie na podium, a ludzie wstają z krzeseł klaszcząc na powitanie wschodzącej gwiazdy literatury. Widziałam kolor jego koszuli i uśmiech mówiący; Tak kochani, opowiem wam teraz historię, która zwali was z nóg. Jak długo będę krwawić tym, co było? Bez przerwy przypominałam sobie coś, co już dawno nie powinno istnieć. Wszystko było po staremu. Ten sam strach, drżenie ciała przed zaśnięciem, zaciśnięte pięści gotowe w każdej chwili do walki. Przyłapuję się bez przerwy na tym, że się dręczę, zadręczam, wariuję o tych doświadczeń. Dryfuję pomiędzy słońcem, a księżycem. Zdjęcia, listy, wątpliwości. Tamta droga znikła, albo powinna. Samotność wystarcza tylko na jakiś czas. Pomóż mi.

Leżałam kolejnych kilka godzin w pokoju czyichś pamiątek. Otwierałam co chwilę po kryjomu komputer, ale odpowiedzi nie było. Nie słyszałam od dłuższego czasu żadnych odgłosów. O czym ja w zasadzie myślę? Co oznacza ten głupi, złoty wisiorek, którego nie podniosłam z ziemi? Gdyby przywoływał huragany już bym nie żyła. Podniosłam go w końcu jak szczeniaczka, którym należy się zaopiekować, a który potem wyrośnie na bestię zdolną podgryźć ci gardło we śnie. A może teraz za sprawą czarodziejskiej sztuczki sfajczy się sam ten dom wraz z jego zawartością. Nie trzeba będzie zatrudniać porywaczy i morderców, żeby ukarać kogoś za to, że ktoś stracił życie w jego obecności. Gdybym patrzyła z góry, ten pokój wyglądałaby jak filmowa, czarna klisza ze mną, czyli z białą plamą po środku.

– Pokażesz mi jakaś sztuczkę? – powiedziałam do tego czegoś, zawieszając to coś na szyi. Było mi już w zasadzie obojętne, kto się pojawi w tych drzwiach i po co.

…z tamtego świata trzyma mnie w ryzach gniew, który zaliczam do zalet. Nie wiem jaką teraz mamy erę. Wodnika? Słucham cię jak muzyki, która wyjawia jakiś sekret.

– W takim razie pokaż cokolwiek. Cisza nie sprzyja odkrywaniu prawdy. Niech będzie strasznie, zarozumiały Losie. A przez drzwi niech wpadnie jakiś cymbał wywalający na wierzch genitalia, i niech coś krzyczy. Najlepiej; Zabiję cię swoją niebezpiecznością miłością. Albo wypalę ci oczy blaskiem słońca. A może tym, co mam na wierzchu. Wtedy otworzę szeroko usta, żeby zastygnąć na przedśmiertnej fotografii, zrobionej przez oprawcę, by móc w końcu zasłużyć na miejsce w pokoju kryjówce.

wracam

Oferta koncertowa Enamorada Art 1) Enamorada – podróż muzyczna po Polsce i Hiszpanii 2) LIFTING szczęście & fado 3) NIEVES – ostatnie tango /enamorada.art@wp.pl /

I Koncert

Nieves – ostanie tango

MarĂ­aNieves-TangoArgentino

Specjalnie zaaranżowane piosenki i układy choreograficzne tancerzy  opowiadają historię miłości, która przechodzi kryzysy i burze, po to, żeby kochankowie mogli w końcu wrócić do siebie ostatni raz, by potem rozstać się na zawsze.

Stare, polskie tanga w nowej aranżacji wykonuje Elżbieta Walczak ze swoim zespołem The Enamorada, z którym współpracuje już od kilku lat. Można również usłyszeć argentyńskie milongi i interpretacje utworów  Astora Pazzolli, czy Gotan Proyect.

Gościem specjalnym programu jest argentyński bandeonista.

Koncert trwa 90 minut.

 

II Koncert

Enamorada -podroż muzyczna po Polsce i Hiszpanii

plakat koncert

Program, w którym Elżbieta Walczak wykonuje swoje piosenki w hiszpańskiej aranżacji,  utwory Buena Vista Social Club oraz znane polskiej publiczności piosenki takich wykonawców jak Juanes czy Rosario Flores. Eli towarzyszy tancerka flamenco i zespól The Enamorada.

https://www.youtube.com/watch?v=I6NomJxzZrQ

https://www.youtube.com/watch?v=unDmh5GJIJc

https://www.youtube.com/watch?v=1jF20MbkrvE

Koncert trwa 90 minut.

 

III

Koncert

Lifting szczęście&fado

Przeznaczenie nie musi być smutne. Można śpiewać o tym melancholijnie, można je również zmienić interpretując inaczej wydarzenia, podobnie jak piosenki.  Czego dowodzi wykonanie Fado przez zaproszonych przez Elżbietę Walczak do programu gości Kinga Rataj (Joao de Sousa – zamiennie). Azja Kamińska, która śpiewa w języku Mandinka (kongijskie brzmienia). Elżbieta Walczak interpretuje szczęście po swojemu, czyli bardzo żywiołowo i energetycznie.

https://www.youtube.com/watch?v=SAKRnwBshAE

 

Program trwa 90 minut.

 

Zapraszam do kontaktu

enamorada.art@wp.pl

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=aymt_homepage_panel

 

Oszołom -opowiadanie Elżbiety Walczak

Zapukał dwa razy, nie otworzyła. Umówili się, że w takiej sytuacji rzuci małym kamyczkiem w okno od południowej strony. Troszkę się dzisiaj zakręcił po wczorajszym wieczorze. Wiedział, że wziął niezbędnik, w którym trzymał kamyczki, prezerwatywy, szczeniaczka żytniej i sznur. Ale nie wiedział, co zrobił z kompasem.

– Jak to było, kurwa? – od dziecka należał do Hufca „Zorientowani na żyćko”, więc szybko przywołał wspomnienia.

– Orientacja w terenie bez sprzętu. Wstałem o szóstej, to słońce było na wschodzie. O dziewiątej na południowym – wschodzie, to o dwunastej jest na…? – Pokręcił się w kółko, szukając położenia swojego cienia, ale zorientował się, że nie ma słońca. – Metoda na mech – otworzył szeroko oko w poszukiwaniu rozumu. – Jak to było?

Zdecydowanym krokiem ruszył w stronę drzew. Objął konar i poczuł dreszcz na plecach i w kroczu. Przypomniał sobie, że mech musi rosnąć po mokrej stronie. Słowo „mokre” kojarzyło mu się z jednym, z Zosią. Jego podniecenie uświadomiło mu, że zna inną metodę, w tej sytuacji łatwiejszą do ogarnięcia. – Metoda na kij. Ale jak? – Czytał w myślach poradnik harcerski ze strony 34. Kiedy był wyspany pamiętał wszystko. Dziś zgadywał. – Weź kij o długości metr. – Wyjął z niezbędnika miarkę. Brakowało osiemdziesiąt centymetrów, ale zaryzykował. – Przywieś kamień do kijka, – sznur w niezbędniku miał zawsze – zaznacz cień kamienia przy pomocy jakiegoś obiektu A. Po sześciu godzinach cień powędruje na inne miejsce. Zaznacz je obiektem B. – Nie mam tyle czasu, to gra o życie. Nie utrzymam kamienia na tym kiju. – Nie wiedział, która godzina bo nie miał komórki. Nie mógł przywiązywać wagi do gadżetów trendy, które mogłyby wystawić jago reputację na pośmiewisko.

– Dlaczego tutaj tak mokro? – Usłyszał głos ukochanej, ale nie potrafił zlokalizować okna. Słuch miał dobry ale okulary, które dostał od matki w prezencie za zdobycie trzynastej sprawności, uwierały go za uszami. Nigdy się nie zorientował, że z nich wyrósł. Podobnie jak z krótkich spodenek, które za bardzo uciskały w kroczu. – Mokro? Powtórz, bo cię nie znajdę. Coś mnie uciska w kij, w różdżkę i w mózg.

– Raz, dwa, trzy. Baba Jaga patrzy! – usłyszał wrzask ukochanej. Przybliżył nos do szyby i chyba zobaczył trójkę harcerzy, trzykrotnie przełożonych przez jego piękną Zosię.

– Znaleźli ją pierwsi – płakał łzami, których nie rozumiał. Zazdrościł im tylko jednego – długości patyków i dotykania mchu po mokrej stronie. Wiedział, że to tylko gra terenowa, ale i tak zazdrościł. Nie mógł zdradzić swojej pozycji, bo był już zastępcą komendanta szczepu „Zorientowani na żyćko”. Ta gra była walką o brązowy skórzany sznur komendanta. Nie mógł zawieść matki 🙂

oszołom

Elżbieta Walczak autorka cyklu Enamorada, powieści “Karmiczny dług”, zbioru opowiadań “Nienasycenie” i  pięciu poetyckich.

To będzie wspaniały Dzień Kobiet ( Z pamiętnika Enamorady) opowiadanie Elżbiety Walczak

Z pamiętnika Enamorady – „To będzie wspaniały Dzień Kobiet”.

Właśnie przeczytałam artykuł, w którym jakiś mądrala pod pseudonimem Mariachi napisał, że jego zdaniem bycie w związku przeszkadza każdemu mężczyźnie w średnim wieku, z przeszłością.  Analizuję takie przypadki. Jestem samotną kobietą( nazwiska nie ujawnię, bo historia jest prawie prawdziwa), którą właśnie zauroczył na portalu społecznościowym „Darling” pewien przystojniak po rozwodzie, z pięknie wyrzeźbioną brodą.

Zatrzymajmy się chwilę przy artykule Mariachi. Jego dwie poprzednie żony i kilka kochanek skubały go wyłącznie z kasy i złudzeń, które go trzymały przy życiu. Złudzenia dotyczyły z pewnością jego urody i brody, która zmienia wygląd (niekoniecznie pozytywnie).  Ów Mariachi twierdzi,  że pykanie w tenisa wyrzeźbiło jego ciało i otworzyło mu drzwi do wyższych sfer i możliwości noszenia jedwabnych szlafroków, zakrywających jego organellum.  Ujawnił portrety swoich byłych.  Wyglądało na to, że świńska grypa  wytłukła wszystkie szczupłe na tym świecie. A to z kolei znaczyło, że nie dopuszczał tych kobiet do wspólnego pykania na korcie, nie dając im szansy na wspólne odtłuszczanie.  Rył w ich życiorysach jak kret. Potem się okazało, że ów Mariachi to nikt inny tylko Jarek. Zwykły, polski Jarek słuchający  Jarabe Tapatio rano w celu podniesienia ciśnienia sobie i swoim kobietom. Należał również do Stowarzyszenia Bractwa Rycerskiego Zamku Będzin. Każdej niedzieli (jak pisze) wyruszał na gry terenowe, nie zabierając ze sobą swoich kobiet.  Po co mu ta broda? Ryłam w temacie i zgadywałam, doszukując się prawdy.

Ale przejdźmy teraz do portalu „Darling”, bo zależy mi na tym, żeby  Dzień Kobiet był udanym dniem pod każdym względem. Mój wybranek zaimponował mi swoją pogardą dla kobiet.

Mój Boże,  skontaktował się wczoraj.  – Przyjadę, aniołku –  tak powiedział.

Stanął w moich drzwiach rozchylił szalik, który zakrywał jego brodę. A ja rozchyliłam jedwabny szlafrok  odkrywając tylko tyle, ile trzeba.  Miałam na sobie fragment zbroi  z zawieszoną na niej kłódką. Rzucił się do ucieczki. Zablokowałam drzwi.

– OK. – powiedziałam rozanielona – wszystko się wydało, kotku. Zmieniłeś  rzeźbę brody, ale wiem kim jesteś seńor  Mariachi  – rzuciłam na stół kolorowe czasopismo, na którym widniało jego zdjęcie, tylko z inną rzeźbą.  Spytałam,  czy cały czas ma kłopoty finansowe. Odpowiedział, że nie.  Właśnie sprzedał ostatni obraz Beksińskiego.  Moje ciało parło  na niego. Cisnęłam do ściany.

– Przejdźmy do sedna – wydyszałam i  położyłam na stole kłódkę. –  Obsypiesz mnie prezentami w Dniu Kobiet i dasz mi szansę na korcie. A ja ci obiecam, że nie skończysz jak mój ostatni mąż.

ela8

Polski wkurwiający brak szacunku np dla twórców

W Polsce jest kilka konkursów dla pisarzy, uczestniczą w nim wszyscy, którzy pragną zadebiutować swoimi powieściami. Żeby zaistnieć, trzeba napisać. Trwa to kilka miesięcy, razem z korektami, poprawkami. Korekt robi się kilka, żeby wyłapać najmniejszy błąd. Robią to osoby trzecie i płaci się za takie usługi z własnej kieszeni. Wydawcy to wiedzą. Żeby zaistnieć trzeba działać. Jedną z form zaistnienia jest wysłanie swojego gotowego dzieła na jakiś “prestiżowy” konkurs literacki i co się dzieje dalej…

W  roku 2017 w Anglii Nagrodę Bookera wygrał George Saunders 58 lat (pocieszające- pierwsza nagroda) z książką “Lincoln in the Bardo” Warunkiem przystąpienia do tego konkursu jest przetłumaczenie powieści na język angielski. On nie musiał, bo mieszka w Stanach. Koreanka Han Kang, która wygrała dwa lata temu książką”Wegetarianka” z pewnością musiała zapłacić angielskiej tłumaczce Debbie Smith za tę usługę. Ale opłacało się, dziewczyny wygrały konkurs, George Saunders też, i zostali nagrodzeni sumą 50000 funtów. Książka w Polsce kosztuje około 18 zł. (średnio)

Gdyby George wziął udział w polskim “prestiżowym” konkursie literackim, za wygraną otrzymałby 5000 zł. Dostałaby również od organizatora tego konkursu i jednocześnie wydawcy umowę, w której przeczytałby, że jeśli wygra, to warunkiem odebrania nagrody i dalszej współpracy jest sprzedaż jego dzieła przez tego właśnie wydawcę. Dowiedziałby się z tej umowy, że będzie otrzymywać tantiemowe wynagrodzenie autorskie w wysokości 10% od sprzedaży każdego egzemplarza. Wydawca proponuje pierwszy nakład w wysokości 2000 egzemplarzy.

Reasumując, gdyby George Saunders sprzedał w Polsce ten nakład, to jego tantiemowe wynagrodzenie wynosiłoby 3600 zł / 1 zł 80 gr za książkę / Natomiast wydawca otrzymałby za jego książkę i za te same 2000 egzemplarzy wynagrodzenie w wysokości 32400 zł. George za te pieniądze nie byłby w stanie nawet wrócić do Stanów.

Co można zrobić z polskim wkurwiającym brakiem szacunku. Nic. Jeśli chcesz pisać, zostań swoim własnym wydawcą.

Podobnie ma się sytuacja ze sprzedażą scenariuszy w teatrach, czy scenariuszy filmowych. Dlatego mam szacunek np do Patryka Vegi. Jeśli ktoś choć trochę wie i czytał wywiady z nim, to wie dlaczego został sam producentem.

wywiad5