Fragment książki ENAMORADA odcinek 1

ENAMORADA

Jestem bezrobotną dziennikarką. Mam czterdzieści….pięć… lat. Parę dyplomów i certyfikatów, które wiszą nad biurkiem. Nigdy nie dostałam długopisu ani zegarka w podziękowaniu za wysiłek, jaki włożyłam w swoją pracę. Moje zmarszczki zaczęły się przenosić przez ekran telewizji. Komuś, to przeszkadzało. Moim widzom chyba nie. Zwolnili mnie tak, po prostu, po piętnastu latach wkładania energii, wysiłku i realizowania moich pomysłów dla kogoś. Obraziłam się na świat. Od pół roku siedzę w domu, oglądam seriale, ćwiczę pilates i jogę, dużo czytam. Jeden serial, nawet mi się spodobał. Jestem pod wrażeniem Jose Manczeho i jego żony, która nigdy się nie dowie, że zdradzał ją z Juanitą i brzydką Laurą. Ona go nie zdradzała, ale myślała o innych. To też zdrada.

Coś się jednak zmieniło w moim życiu. Może wpływ na to miało fang-shui, którym zainteresowałam się z nudów. Sztuka fang – shui odnosi się do sfer życia, na które jako ludzie możemy mieć wpływ . Kształtując odpowiednio kierunek „ti” oraz „ren” zyskujemy odmianę swojego losu. Kupiłam kilka symboli, które chyba powiesiłam nie po tej stronie, co powinnam, bo nic się nie zmieniało. Czekałam na propozycję pracy i oglądałam codziennie program telewizyjny, który stworzyłam a jakaś młoda cipka, zarzynała go na moich oczach. A więc, poczytałam i dowiedziałam się, że moje fang-shui, to wszystko, co skierowane na północny zachód. Wszystko , co skierowane w innym kierunku, to porażka. Przewiesiłam gadżety i zdjątko mojego męża w tym właśnie kierunku. Czy bardziej mnie kocha, nie wiem. Mateusz, jest poważnym biznesmen. Prezes spółki Matela. Ładna nazwa, kobieca. Jesteśmy małżeństwem od dwudziestu pięciu lat. Udanym? Czasami strzelamy fochy a czasami, nie. To , co dzieje się w naszym życiu teraz, to niezły scenariusz na serial polsko – brazylijski. Poskładałabym z tego, z tysiąc trzysta odcinków, na bank.

Byłam pod wielkim wpływem brazylijskiego serialu o seńorze Manczeho, dlatego Marysię, naszą służącą z Bzowa nazwałam Carmen. Taka walka z nudą .

Ten stan sprawiał, że kłóciliśmy się z Matim przynajmniej raz w tygodniu. Nie było o co, tak naprawdę ale wydawało mi się, że wszystko jest przeciwko mnie. Sama tworzyłam klimat, w którym nie potrafiłam się odnaleźć, więc zaczęłam wymyślać swój nowy scenariusz na życie. Długo nie wiedziałam o co mi chodzi. Po pół roku chyba jednak przyzwyczaiłam się i pokochałam ten czas. Nazwałam ten stan, swoją prywatną brazyliadą.

ODCINEK PIERWSZY

„Czas na zmiany”.

– Znowu stawiasz pasjanse? Popraw mi krawat. Mam spotkanie z zarządem. Ela, spóźnię się.

– Zarząd ma jakieś imię? – spytałam Mateusza, stawiając porannego pasjansa.

– Foch? Znowu?

– Kiedy wrócisz Mati?

– Nie wiem, jak się przedłuży, to dam ci znak.

– Jak się wydłuży, to też daj znak.

– Ela, proszę cię. Te twoje żarciki już mi się przejadły.

  • Daj ten krawat

Mateusz codziennie rano odbywał ten sam rytuał. Błękitna koszula, żel na włosy i kretyński czerwony krawat. Zawsze się spieszył. Po prostu petarda : szafa, lustro, toaletka, żel, teczka, kurteczka i już go nie było.

– Zrób dzisiaj paellę. Albo nie, krewetki zrób. Lustro przetrzyj, bo zniekształca. Żelu zabrakło. Zadzwonię do Kwiatkowskiej.

Kwiatkowska, to nasza sąsiadka. Dystrybutor kosmetyków.

– Po co mi o tym mówisz? – spytałam i wypięłam pupkę w jego stronę. Nie zauważył, przeleciał, ale koło mnie.

– Czas, czas mnie goni. Ostro i do przodu. Jak się prezentuję? He? Dam im dzisiaj popalić. Nie siedź godzinami przy tym komputerze i zostaw te karty. Miłego dnia

Zawsze życzy mi miłego dnia. Od pół roku, życzy mi miłego dnia! Czasami mówię do siebie. Mój monolog wewnętrzny, który się musi uzewnętrznić jakoś :

  • Urocze. Kosmetyki Kwiatkowskiej. Wiem do czego pijesz Mateuszu. Dystrybutora chce ze mnie zrobić. Kretyn Witam, doniosłam panu pachnidła na lata całe. Polecam. Dońa Ela

Spojrzałam na siebie w lustro i stwierdziłam, że faktycznie zniekształca. Biodra, jakby szersze, znalazłam dwa włosy na brodzie, nową zmarszczkę, nowy pieprzyk na czole, „Ja pitolę był wcześniej, czy nie?”

  • Czegoś ci brakuje Elu. Żelu? Miłości? Radości ? – spojrzałam w lustro a z tyłu, za mną stał wielki hiszpański kok na włosach.

Carmen, moja służąca z Bzowa zawsze pojawia się cicho, bezszelestnie, najpierw obserwuje przez dziurkę od klucza, co się dzieje. Potem pojawia się, stoi, patrzy i czeka.

– Carmen weszłaś tak cichutko. Nawet nie szurasz kapciami. Brawo. Co tam?

– Przyniosłam korespondencję dla pana Mateusza.

– Połóż , proszę. Ładnie wyglądasz .

– Dziękuję.

– Pięknie.

– Pani śniadanie.

– Postaw. Rogalik. Si. Jak ci się Carmen układa z mężem? – pytałam, bo coś trzeba było mówić.

  • Zmienił się – odpowiedziała nieśmiało.

– Postarzał się ?

– Nie, nawet nie to. Ciągle czegoś szuka.

– Czego taki Rysiu może szukać. Czystych majtek? Wódki? Oni bez przerwy czegoś szukają Oj, tam. Znajdziecie, każdy w końcu znajduje – konwersowałam ciamkając rogala.

– Oby nie w kimś innym

– Tak Carmen. Każdy ma swoje problemy Straciłam pracę. Skończyłam czterdziestkę, nie mam głowy do tego, żeby rozumieć. Możesz iść – ciamkałam – Przejedź tylko szmatką posążek byddy. Bo może to przez ten kurz przestałam być ukochanym dzieckiem wszechświata.

– Pan Meteusz, gdyby to słyszał byłoby mu trochę przykro. Kocha panią.

– Szczęście , to już mnie dawno opuściło. Mam czterdzieści pięć lat i żadnych perspektyw na przyszłość. Dziennikarka roku to przeszłość. Nie pojadłam. Co mamy jeszcze dobrego w lodówce?

– Wszystko co pani potrzebuje, żeby obejrzeć swój program. Po co pani to robi? Trzeba się ogarnąć i iść dalej – mówiła, przecierając posążek „uśmiechniętego buddy”

– Jak mam iść dalej. Jak jakaś młoda cipka zarzyna moje medialne dzieciątko – chodziło o mój program telewizyjny. Codziennie go oglądałam, płakałam, popijałam, obżerałam się ale musiałam. To było silniejsze ode mnie.

Po co pani na to patrzy?

Carmen, proszę cię. Przynieś lody, chipsy i kielicha. I włącz ten telewizor.

– Dobrze ale nie zmusi mnie pani , żeby oglądać go z panią. Proszę bardzo.

Włączyłam telewizor. Nie wytrzymywałam presji. Młoda, ładna…musiałam sobie nalać. Wcześniej tego nie robiłam ale w tej sytuacji, bolało.

– Szanowni państwo w dzisiejszym programie „Kawa czy kawa z cukrem”, będziemy gościć znanego terapeutę pana Vana.

– Jesteś zasrańcu – gadałam do telewizora. – Terapeuta Van ? Skąd go wytrzasnęłaś ? Amatorka!

– To trudne – mądrował się pan Van – Trzeba zmienić nawyki myślowe. Zmiany muszą dokonać się w nas samych. Co we wewnątrz, to na zewnątrz.

– To prawda – dodałam swój komentarzyk – Jeśli w środku wygląda ten pan tak, jak na zewnątrz, to gratuluję.

– Każdą terapię zacząłbym od zadania sobie pytania: Czego tak naprawdę chcesz. Jeśli znasz odpowiedź na to pytanie, wszystko się zmienia, nakierowuje samo.

– Ze tak powiem – wiedziałam, co powie. Zawsze wiedziałam.

– Ze tak powiem. Nasi rodzice już od dzieciństwa wpajali nam złe nawyki myślowe. Słowa typu „jesteś nie dobry”, „dzieci i ryby głosu nie mają”, wyrobiły w nas nawyk samodestrukcji. Jako osoby dorosłe tak właśnie się postrzegamy.

– Teraz zasraniec…. – wytknęłam język do telewizora.

– Szanowni państwo. Nasz gość będzie odbierał telefony jeszcze przez pół godziny. Trzej pierwsi słuchacze, którzy się dodzwonią pierwsi, będą mieli szansę na rozmowę na antenie i otrzymają w prezencie kosz pełen niespodzianek…

– Wolałabym torbę z twoją dedykacją . Dlaczego zgasiłaś telewizor? Carmen

– Pan Mateusz podjechał – wiedziała, że cierpię.

– Jak to, o tej porze? Zabieraj , to żarełko. Daleko nie chowaj.

Mateusz wpadł wciekły z zalaną jedwabną, niebieską koszulą, kupioną w ZARZE. Kocha te klimaty, więc miał prawo być wściekły.

  • Co tu robisz Mateusz?

– Wyszedłem na parking, podawałem stróżowi, no wiesz kwitek. Wylazł do mnie z kawą i zobacz – wymachiwał łapkami i prezentował wielką, brązową plamę na pięknej koszuli.

– Kawa czy kawa z cukrem? – spytałam złośliwie. Bo mój program nazywał się „ Kawa czy kawa z cukrem” Ale już tylko ja o tym pamiętałam.

– Z cukrem, bo zobacz…Spójrz – był naprawdę rozdarty.

  • Przyjechałeś spod firmy zmienić koszulę?

– Powinni go zwolnić za ten numer.

– Ile miał lat?

– Około czterdziestki. A jakie to ma znaczenie? Wiesz ile ta koszula…

– Kosztowała? Wiem. Sama ci ją kupiłam. Jak jeszcze pracowałam.

– To sama rozumiesz moje poruszenie.

– Nie przeginaj Mateusz.

Na słowo nie przeginaj, stanął jak wryty, rozejrzał się. Szukał motywu, żeby mi dowalić. Znalazł. Zapalany, wyciszony telewizor a w nim „zasraniec”, uśmiechnięta twarz, bez zmarszczek i kompleksów.

– Ela, jak tak siedzisz, to sprawdź moje walizki. Wyjeżdżam za tydzień, służbowo oczywiście mówię teraz, żeby nie było, że nie mówiłem.

– Aha,

– Mówię teraz, bo wiem jak cię wszystko ostatnio drażni. Tyle mam na głowie. Na jogę się zapiszę. He, taki żarcik. Ty też się ogarnij , bo widzę, że się coraz bardziej nudzisz, minę masz taką, że bez kija nie podchodź. Zapomnij już o telewizji. Skończyłaś czterdziechę Pogódź się z tym, tak. Obiecaj, że znajdziesz dla siebie jakieś sensowne zajęcie. Tak dłużej nie można. Ten botoks, mówiłem. Zobacz jaką masz tu zmarchę. Skasował cię ten Skalpel jak za zboże. Moja matka nigdy niczego nie stosowała. Może olej słonecznikowy jak się opalała. I zobacz siedemdziesiątka na karku i ho! Ho! Kawy nie pij Ela. Ta dziewczyna co cię w telewizji zastępuje zrobiła bardzo ciekawy wywiad o kawie. Krawat mi popraw – poprawiłam – Podduszasz mnie! Wariatka.

– Stara wariatka.

– Ty to powiedziałaś. Zwolnili cię z tej telewizji bo…bo podduszałaś wszystkich swoją zaborczością. Myślenie zmień. Pozytywnie się do życia nastaw. Tyle masz tu pozytywnych książek. Elka, do ciebie mówię! Czarną masz duszę jak moja koszula. Co ja gadam. Wysysasz ze mnie pozytywną energię. Jestem wykończony. Wypalony. Wy..me..mła..ny.

– Nie krzycz tak, bo się muchy zlecą.

– Chciałabyś, żeby to były hiszpańskie muchy. Kwiatkowska dzwoniła do mnie , czy nie zajęłabyś się dystrybucją kosmetyków. Ludzie cię znają, szanują, może coś kupią. Żadna praca. Zastanów się.

– A jednak! Nie reżyseruj mi życia. .

– Ktoś musi.

– Z dziennikarki chcesz zrobić dystrybutora?

– Rozczulasz się nad sobą pół roku. To ty przestałaś galopować ze mną. Dziennikarka roku, która stawia sobie pasjanse, żeby sprawdzić czy się ziści. Radziłaś sobie bez tego. Zrobiłaś coś dla siebie dzisiaj? Czy tylko myślałaś o tym jak wpłynąłem na twoją porażkę? Myślisz, że twój wiek, twoje zmarszczki, twój cellulit i zmiana zarządu w telewizji to moja wina. Czyż nie?

– Mati! – troszkę przeginaliśmy oboje. Tak jak mówiłam, przynajmniej raz w tygodniu.

– A o czym myślisz jak już sobie wyjdę? O mnie? Nie, myślisz wyłącznie o sobie. Myślisz o tym, czy pasuje założyć białe spodnie i stringi do tego. Czy będzie widać te takie, co jak palcem dotkniesz, to się zapada i zaraz potem podnosi. Nawet nie zapytałaś dlaczego jem lunche na mieście. Powiem ci dlaczego. Bo po ostatnim twoim obiedzie, który jedliśmy wspólnie nie mogłem zatrzymać…Biegunki, nie mogłem zatrzymać! Latałem w firmie jak opętany. Bąka przez ciebie puściłem , wstydu się najadłem! Powiedz coś. Milczysz w ważnych życiowych kwestiach. Przestałaś się starać.

– Twoje bąki są ważną kwestią od dwudziestu lat. Spać się nie da. Od dwudziestu lat ten schemat, co wieczór. Chrapanie i bąki.

– Nie mogłaś mi tego powiedzieć wcześniej?

– Jak?

– Porozmawiamy o tym przy kolacji. Muszę lecieć. Czekają na mnie.

– A leć. Nikt nie będzie tęsknił. I nie wracaj. Mam dosyć! – walnęłam rączką w stół i rozsypał się mój pasjans, stawiany cały poranek.

– Ja też!

Trzasnął drzwiami i wyszedł. Atmosfera była zagęszczona i nie do zniesienia.

– Carmen , kielicha! Nic nie mów. Co mi pokazujesz? Kolorowe , durne czasopismo – wniosła jakieś czasopismo, nie wiedzieć po co w tym momencie.

– „Żyj tak, jakby to był ostatni dzień, z tych, które ci jeszcze zostały”? Czy to są oferty firm pogrzebowych? – rzuciłam je na stół.

– Nie, oferty matrymonialne

– Sugerujesz czas na zmiany? – wzięłam z powrotem – Chcesz mi je przeczytać? Sama przeczytam. Albo od razu napiszę : „Poznam pana w średnim wieku, poszukującego prawdziwej miłości”.

Naprawdę miałam dosyć. Siedziałam od pół roku w domu. Im bardziej tam siedziałam, tym bardziej czytałam durnowate książki i oglądałam równie durnowate seriale. Mateusz od wielu lat czytał wyłącznie pozytywne pozycje literackie: „Czym się karmisz tym nasiąkasz”, „ Co dajesz wraca” Tym się karmił. Tym się nakręcał. Ja przerzuciłam się na pilates i fang-shui. Ale moja podświadomość załapała temat z książki „ Jak skończysz czterdziestkę, to cię uśpią” Bałam się. Mój ojciec zawsze mówił matce takie rzeczy. Zastanawiałam się na ile przyczynili się do mojej złej karmy. Zaprogramowali mój strach. Jestem pewna. Zauważyłam, że coraz częściej mówię do siebie. Stanęłam i zupełnie nie świadomie monologowałam przed lustrem.

– A gdyby powiększyć sobie piersi i wyjechać w poszukiwaniu przygód. W poszukiwaniu prawdziwej, nie powiem tego słowa na M. Majorka nie Casablanca. Inni ludzie, inni klimat. Inny męski, czarujący, kruczoczarny Mateusz. Oszukam przeznaczenie. Niech będzie blondyn. Bradzio Pidzio. Si. Albo niech ma brodę, albo coś dłuższego. Włosy niech będą dłuższe. Niech będzie owłosiony cały. Niech to będzie masażysta – dotknęłam swoich małych piersi – Niewidomy masażysta. Ole! Muszę się odrobinkę podlać.

Bez odgłosu, po cichutku wlazła Carmen. Wiedziałam, że słyszy :

– Czyż nie ? Carmen – dodałam.

– Gdyby umiała się pani ogarnąć, byłaby pani inną kobietą. Teraz telewizja potrzebuje zadbanych. Te pani obżarstwo do niczego dobrego nie doprowadzi. A podlewać to by się pani mogła z umitygowaniem – komentowała, zbierając zastawy ze stołu.

– Co to za słowo Carmen?

– Normalne, polskie A nie, si, grasias . Co to kogo obchodzi. Woda z mózgu. Pani wykształcona, piękna. Można artykuły dla gazet pisać. A nie ogłoszenia matrymonialne. No i co z tego, że tyle lat zmarnowanych. Można zacząć od nowa.

– Carmen odejdź. Daj mi spokój. Zasłaniasz, a Mancheho odchodzi od Laury – odganiałam ją od telewizora.

– Idę ale nie będę krzyczeć „chować kieliszki”, jak pan Mateusz podjedzie.

– Nie musisz. Podjęłam decyzję.

– Jaką decyzję?

– Odchodzę.

– Proszę mi oddać ten alkohol!

– Proszę. Zobacz Carmen – otworzyłam laptopa – ktoś jednak odpisał.- wysłałam swoje ogłoszenie matrymonialne, tak na próbę. – „Jestem teraz właścicielem siłowni. Kocham panią” Widzisz. „Jestem emerytowanym aktorem. Grałem w reklamach kleju do zębów. Powinna mnie pani znać”. Oddychaj Carmen. Jeszcze, głębiej – sapała ze złości na mnie. Ale zupełnie mi to nie przeszkadzało kontynuować

– Powinnam znać? Możesz odejść. Resztę doczytam sama.

Lubię Marysię w sensie Carmen. Jest taka, wrażliwa oddana i potrafi kochać Rysia, który rozmawia ze zwierzętami, bo ma podobno wyrobioną intuicję. A ja, nigdy nie przeżyłam prawdziwej miłości. Mateusz….nawet nie wiem, jak wygląda. Czy ma cellulit, czy nowy pieprzyk. Tyle czasu minęło. Obejrzę serial a potem się zastanowię. Zasnęłam, błogim snem.

– Carmen! Co tam, spałam? Tyle czasu? – spojrzałam na zegar. Robiłam to coraz częściej. Przesypiałam – Mogłaś mnie obudzić.

– Próbowałam. Pan Mateusz podjechał. Podać lunch?

– Jakbyś mogła.

– Ello. I”m home! – wrzeszczał od drzwi mój ukochany – Co to za chemia w powietrzu? Piłaś? O tej porze?

– Mały drineczek, z małą parasoleczką – mówiąc szczerze, byłam nieźle wstawiona.

– Te twoje brazylijskie problemy cię kiedyś przerosną.

– Mateusz. Usiądź, proszę – nadszedł czas rozstania. Tak postanowiłam. Rzuciłam okiem do lustra, włos potargany, szybko wyjęłam „śpiocha” z oka ale tym razem Mateusz był szybszy.

– Długo nad tym wszystkim dzisiaj myślałaś? – wiedział, co powiem, odchodziłam co tydzień, więc się nie bał.

– Nad czym?

– Nad tym, co za chwilę usłyszę.

– To poważna sprawa.

– Wiem, przeżyłem tysiące twoich ważnych spraw.

– Wiesz, ile lat jesteśmy ze sobą?

– Wiem. Tyle ile mam paluszków?

– Nie. Tyle, ile miałam zmarszczek, zanim je usunęłam. Dwadzieścia pięć.

– Miałaś tyle zmarszczek?

– Jedna zmarszczka, to jeden rok z tobą.

– I cellulit w pakiecie.

– Widzisz . Ja mówię czarne. Ty mówisz białe. I tak przez dwadzieścia pięć lat.

– Galopujesz.

– Nie robiłam tego, ho, ho.

– Nie świntusz, te twoje żarciki przestały mnie bawić..

– Pamiętasz, kiedy ostatni raz galopowaliśmy razem?

– Wszystko jest na mojej głowie. Daty kredytów, szyfry do sejfu. Zapytam inaczej. Do czego pijesz, od rana?

– Rozstajemy się Mateusz.

– Jak to? Tak po prostu? Po dwudziestu pięciu latach? – pytał przeżuwając kluski.

– Nie , nie po prostu. Po dwudziestu pięciu latach, nieudanego małżeństwa. Dłużej nie dam rady tego znosić. Chcę zacząć od nowa. Z nową energią i z nowym nastawieniem do życia – oczywiście to był cytat, z którejś z jego ukochanych książek – Chcę być szczęśliwa. Znasz znaczenie słowa szczęśliwa?

– Jestem szczęśliwy.

– To znaczy, że znasz ale ja nie znam.

– Czego ci brakuje ? Wszystko masz. Mówisz, masz.

– Ty mówisz, że mam. Ja mówię, że nie mam.

– Mamy piękny dom, przestrzeń, cisza – i cały czas ciamkał.

  • Oczywiście. Nasze ranczo jest większe od rancza Oreiro Manczeho – wiecie, brazyliada.

Licytowaliśmy się czas jakiś.

– Nawet konie mamy – to powiedział Mateusz

– Ty masz konie – a to ja.

– Za to ty masz szmergla i to coraz większego. Możemy kupić czwartego konia.

– Muszę zmienić zawód, to upokarzające w tym wieku.

– Kto ci każe zmienić zawód ?

– Nie wiem, kto. Nie stawiam pasjansów .

– Stawiasz. Oszukujesz siebie. Nie wiesz, czego chcesz. Skończyłaś czterdziestkę i co z tego? Jesteś piękniejsza niż zwykle, mądrzejsza, lepsza, lepiej gotujesz niż kiedyś. Oprócz tego jednego razu, no wiesz…No, wiesz, rozwinęłaś się

– Pożyczam jedną walizkę – wyrwałam się do szafy.

– Jedziesz do mamy?

– Odchodzę Zmęczyły mnie twoje biznes plany i ta cała Matela.

– Dobrze Elu, też już jestem zmęczony. Wiesz czym najbardziej?

  • Szuraniem kapciami i małymi piersiami. Zawsze patrzysz mi tylko w oczy. Biust mam tutaj. Odchodzę Mateusz. Carmen, zostajesz z panem Mateuszem . Mam to gdzieś.

– Tak proszę pani – powiedziała ze smutkiem moja służąca.

– Zniszczyłaś nasze życie. Idź i nie wracaj. Będziesz skamlała pod drzwiami. Nie wpuszczę!

– Nie wpuszczaj. Carmen, podaj panu kielicha. Niech się ogarnie. Adios.

Wzięłam walizkę, wrzuciłam ciuchy i wyszłam. Mateusz został sam z Carmen. Moje małe piersi i jej wielki biust, w który ukradkiem wpatrywał się Mateusz, też mnie drażniły. Wszystko mnie drażniło.

– O co jej chodzi, Carmen? Wszystko ma. Od pół roku rozczula się nad sobą. Ogląda jakieś brazylijskie pierdoły i czyta głupoty. Posłuchaj : „ Dońa Ines galopowała na swoim koniu. Poranna przejażdżka dobrze jej robiła. Kochała go całym sercem” I innymi organami.

– Może o te inne organy chodzi. Podać kielicha?

– Podać. Idź do domu Carmen. Nie chcę . żebyś mnie widziała w takim stanie.

– Zostanę. Bo tutaj mieszkam. Jestem w kuchence. Jest pan za mientki.

– Czym jest sukces? – płakał wypijając duszkiem alkohol a nigdy nie pił – Czym jest luksus? Zdobywaliśmy wszystko razem od łyżki po mercedesa. Podaj drugą butelkę Carmen i idź, oraz podaj chusteczki.

– Niech się pan nie poddaje.

– Nie poddam się. Napiszę książkę o naszej miłości, a potem zrobię z tego serial. To się opłaca.

Stanęłam w drzwiach, postawiłam walizkę, mój mąż wyglądał nieziemsko seksownie.

– Czy mnie wzrok nie myli? Już wróciłaś? Wcześniej niż zwykle. Wydmuchao z ciebie powietrze?

– Wydmuchało. Więcej nie pijesz. Carmen , zrób panu szatana. Ogarnij się mistrzuniu, bo wracam do zawodu. Dzwonił jakiś Grzesiuk. Pracuje dla korporacji Kitroni. Zwolnili go , bo skończył czterdziestkę. Zrobię o tym reportaż.

– Przecież jesteś wypalona.

– Zacznę od nowa. Z nową energią. Z nowym nastawieniem do życia. Zakocham się…

– Elu, ustalmy coś

– Zakocham się w życiu z wzajemnością. Jak Manczeho w Majte.

– Jak Kwiatkowska w żelu…- ledwo wybleblał Mateusz

Zadzwonił do mnie facet, którego zwolnili z korporacji, bo skończył czterdzieści lat. Poczułam, że nadszedł czas zemsty i dobrobytu. Dam im wszystkim popalić. Poszłam przewieszać fang- shui na kierunek „sukces”.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s