Fragment książki ENAMORADA odcinek 4

ODCINEK IV

„Almodovar by się zdziwił”

Wróciłam do telewizji, ale chęć poznania „brazylijskiej” kultury została. Oglądałam namiętnie swój serial o Manczeho i czytałam dalej książki o miłości. Jakby nie było, zżyłam się z tym przez pół roku. Mateusz, rozwijał się w „zastraszającym” tempie. Nie nadążałam. Naprawdę zaczął pisać książkę, coś przebąkuje o własnym serialu. Wierzę w niego. Ale mam mnóstwo swoich spraw. Coraz bardziej lubiłam znowu spędzać z nim czas. Ja czytałam a on pisał.

– Czy te wszystkie Donie Ines muszą być takie piękne? Żadnego szurania kapciami, żadnych szlafroków. Galopują i galopują na tych koniach. Żadnych obowiązków. Mateusz co robisz? – Pracuję. Ktoś nie czyta, żeby czytać mógł ktoś. Piszę książkę.

– Następny bajarz. O czym?

– O nas. Jestem na pierwszej stronie, od godziny.

– Dlatego taka cisza. Pytaj, jak czegoś nie wiesz albo nie pamiętasz.

– Pamiętam. Nie wiem od czego zacząć.

– Od dzieciństwa. Od pierwszego kroku.

– Ty dałaś pierwszy krok. Jak zapytałem , jak masz na imię kazałaś mi spadać.

– Jakoś jesteś od dwudziestu pięciu lat.

– No właśnie. Jakoś. Nie pamiętam, jak to się stało.

– To nie pisz od początku. Napisz powieść o małżeństwie z dwudziestoletnim stażem, zażegnującym kryzys wspólnymi ćwiczeniami pilatesu. To będzie bardzo wzruszające i takie prawdziwe. Ludzie chcą czytać dobrą literaturę.

– Bardzo budująca tendencja – nie odrywał wzroku od laptopa

– Tym bardziej, że ma zbudować nasz dom na Mazurach.

– Ta literatura zbuduje również domy całego zarządu wydawnictwa.

– Nie wątpię.

– Zacznę tak. Była dziewicą a ja byłem pierwszy. Łączy nas niewidzialna pępowina. Nikt i nic jej nie przetnie.

– Łączy nas również wspólne konto bankowe. Nie zapomnij się spisać.

– Zacznę od rodziców. Pamiętasz, jak twój ojciec nie zgodził się na nasz ślub, bo ogoliłem się jego żyletką. A moja matka spisywała przykazania dla ciebie.” Jak kochać Mateusza”. Do żadnego się nie zastosowałaś.

– Wybacz ale siódme przykazanie twojej mamusi brzmiało „Nie mieć żadnych tajemnic przede mną”

Zajrzałam mu przez ramię. Nie napisał ani jednego zdania. Gapił się w komputer. Literował i kasował.

– Walczyliśmy i nie poddaliśmy się – spojrzał na mnie, podnosząc wzrok do góry – Odkrywam nowe siły. Piszę „ Dońa Ella wstała jak zwykle o świcie, by udać się na poranną przejażdżkę…

– Boże…- jęknęłam do siebie.

– Dostrzegła Manuela na dziedzińcu. Kochała go całym sercem i innymi organami. Po prostu życia poza nim nie widziała. Ale jego ojciec, Diego de la Vega. zapowiedział, że mają zapomnieć o sobie.

– Mateusz, zrób sobie kawy

Nie teraz. …” Zabłysła w nich iskra nadziei, która zmieniła się w płomień…”

Ela, a gdybyśmy lecieli samolotem i za chwilę miałaby być katastrofa. Co byś mi chciała powiedzieć najbardziej pikantnego z naszych przeżyć miłosnych – pochwalił się mądrością z filmu, który ostatnio oglądaliśmy.

– Amodovar przed chwilą do mnie dzwonił.

– Almodovar?

– Już mówiłam kiedyś, ksywka naczelnego. Podobno też uczył się sztuki reportażu na pornosach.

– Czego chciał?

– Żebym zrobiła program o miłości.

– Ten twój naczelny, pewnie stał przed lustrem w stringach i pomyślał, że czas na zmiany. Jego pomysły na program o miłości, to dość ryzykowna wizja. Bo, co on wie o miłości? Dlatego zlecił to tobie. Moja ty wszechwiedząca – dosiadł się do mnie na tapczanik – pokaż co tam masz? Jak bym leciał tym samolotem, to ujął bym wszystko w jednym zdaniu. „Pierożki z kapustą”- pierożki to było powiedzenie Diego, tak nazywał biust swojej żony.

– Przestań świntuszyć. Pomyśl, jak można zrobić taki program.

– Trzeba sprzedać pomysł Kwiatkowskim. Diego będzie wiedział, co z tym zrobić. Namówimy ich na udział w tym „projekcie” Konspekt napiszesz z mojego pomysłu na książkę.

– Napisałeś trzy zdania.

– To dopiszesz resztę.

– Oj, tak. Życiorys naszego sąsiada, to jest dopiero materiał na scenariusz – wzięłam swojego laptopa i zaczęłam pisać swój konspekt.

Na pisaniu spędziliśmy cały dzień. Mateuszowi nawet zaczęło wychodzić. Życie Diego było naprawdę ciekawe. Urodził się na Havanie. Moje ukochano miasto. Nigdy tam nie byłam ale był czas, kiedy słuchałam Buena Vista Social Club. Kochałam tę historię i Omarę Portuondo. Zawsze chciałam tam pojechać.

Bąbel w specyficzny sposób okazywał emocje. Bardziej na zewnątrz. Nie ukrywał niczego, co miał do powiedzenia. Zawsze zazdrościłam takim ludziom i naprawdę potrafił kochać.

Poszliśmy z pomysłem do Kwiatkowskich. Nie powiedzieliśmy o co chodzi, taki chwyt marketingowy, który dobrze znali, bo sami go stosowali.

– Cześć Diego przyszliśmy z zawodową propozycją dla was – przywitałam się uroczo z naszymi sąsiadami

Długo podejmowaliście decyzję Nareszcie. Gratuluję, że zdecydowaliście się na współpracę z Amwaj – dla niego każda propozycja to Amwaj

– Nie, jeszcze Mateusz myśli. Chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o moje zawodowe sprawy.

Marcelina była zawsze dosyć konkretna, więc ze złośliwym uśmieszkiem spytała.

– Znowu wyrzucili cię z pracy, bo skończyłaś czterdziestkę. Mamy tutaj krem odmładzający. Drogi ale skuteczny. Przywraca dziesięć lat.

Odwzajemniłam się tym samym.

– Po dziesięciu latach używania.

Diego kochał swoją pracę , więc wypalił :

– Nie ufasz nam i naszym produktom.

Na to wszystko weszła Lilka z brązowym cukrem w kostkach

– Kawa i brązowy cukier w kostkach. Nie ma w firmie innego

Ta ich miłość do firmy, wiecie jakiej! To jakiś koszmar. Mati wtrącił

– Wszystko już kupujecie w tej waszej firmie?

– Punktujemy bracie. Mówcie o co chodzi. Śmiało.

– Chodzi oto, że Ela musi zrobić reportaż – Mati rozpoczął naszą prezentację.

– O urodzie? – spytał Diego

– Nie…

– Co to za tajemnice? Damy radę. Mówcie – z ciekawością parła Marcelina

– O seksie…- odrzekł Mateusz

– O miłości! – poprawiłam go

– O jakiej miłości? – spytał Diego

– Do ludzi…- kontynuowałam

– Kocham ludzi – odparł Diego

– Jak coś kupią – sprostowała Marcelina

– No właśnie. Chodzi o to, że muszę pokazać różne odcienie miłości – musiałam się trochę wesprzeć

– O!! Bracie. Dobrze trafiłaś. Kochamy wszystko i wszystkich. Naszą firmę, nasze…-

Wyliczanka miłosnych odcieni ubodła troszkę panią domu i nie tylko

– Już? Kocha się również kobiety i dzieci. Własne również.

– Ja kocham muzykę – wtrąciła się do rozmowy Lilka

– Z wzajemnością Borzęckiego?- złośliwie zapytał Diego

– Też kocha to, co robi – Lilka postanowił się nie dać.

– Ja zakochałem się w koniu….- walnął bzdurę Mateusz

– No właśnie. Mamy już kilka odcieni – wolałam , żeby mój mąż nie dokładał o swojej miłości do konia –  Mamy też scenariusz naszego reportażu z waszym udziałem. Lilka, możesz być reżyserem?

–  Z miłości do swojej pracy, mogę wyreżyserować ten filmik – wzięła do ręki scenariusz i zaczęła czytać, zerkając na swojego padre –  „Króliczek pobiegł za Diego”…. „Jego różowa pupcia.”…

Diego wyrwał Lilce konspekt, bo nie był zachwycony.

– Daj dziecko. Przeczytamy i oddzwonimy do państwa.

– Nie przeżywaj tatku. Żartuję. Posłuchaj : „Diego Sanczes Vargas przybył do obcego kraju, wygnany przez ojca. Stawiając stopę na obcej ziemi, uklęknął, ucałował i od razu pokochał. Co za kraj pomyślał…..Jakaś kobieta podeszła do niego, pomogła mu wstać i otarła jego łzy”. Piękne. Ludziom się spodoba. Podejmuję wyzwanie. Będę miała co wpisać do CV. To co, na kiedy?

– Na jutro? – odrzekłam

– Jak na jutro? A próby? – Kwiatkowscy wyraźnie przestraszyli się wyzwania. Marcelina wstała i w dziwny sposób, zbierała zastawę ze stołu. Co zabrała, to postawiła z powrotem.

– Po co powtarzać , coś , co się zdarzyło naprawdę. Przeczytajcie scenariusz i już. – chciałam mieć  to z głowy

– I już ?! – krzyknął Diego

– Damy radę. Pijcie kawę i do roboty – wstałam i ruszyłam do drzwi.

– Zostawiamy was – dziarsko wstał Mati

Reagowaliśmy szybko, bo nie chcieliśmy, żeby się rozmyślili. Zegnaliśmy się z naszymi aktorami i naprawdę liczyłam na sukces

– Almodovar się zdziwi, ucałowałam Marcelinę.

– Rany Almodovar? – Marcelina jednak dała radę. Zrozumiała

– Ksywka naczelnego. Urocze adios

Zostawiliśmy ich z tematem ale wiedziałam, że Diego tej nocy spać dobrze nie będzie. Mogę to sobie wyobrazić. Kwiatkowska w kąpieli, Bąbel przelicza dinero i szampony:

– Mogłem być kim chciałem. Dentystą, aktorem. Musiała podnieść mnie na tym lotnisku

właśnie ona? Tyle zakątków, tyle pięknych kobiet

– Włącz jakąś muzyczkę ! – krzyknęła spod prysznica Marcelina

– Po, co to wszystko? – Bąbel, przeliczał i burczał pod nosem.

– Włącz, Diego ! Może być ta twoja salsa czy coś !

– Czy coś! Karamba. Ojciec miał rację. Trzeba się było związać z Juanitą. Przynajmniej wiedziała o czym mówię, jak mówię salsa. Znała moje potrzeby. Te tatuaże trochę ją szpeciły. Ale przynajmniej miała temperament.

– Podrzuć mi nowy szampon! Zapisz, że wyjąłeś i zapłać. Pieniądze wrzuć do kasetki. Weź dwa , drugi dla Lilki. Jutro są jej urodziny. Zrobimy jej niespodziankę.

– Takie niespodzianki , to ona ma od pięciu lat. Szampon albo mydło w prezencie – mówił do siebie.

– Mowę ci odjęło? Włącz coś. Zaraz wychodzę.

– Mogłaby się poślizgnąć na mydle. Ciekawe, jak zagra jutro sceny miłosne. Powinni zatrudnić kogoś innego.

Kwiatkowska weszła okręcona ręcznikiem i stanęła przed Bąblem

– Rany! Przestraszyłaś mnie. Czemu nie masz nic na sobie, zimno….tu, jakoś.

– Mówiłam , włącz coś.

– Zajęty trochę byłem pisaniem.

– Mam nadzieję, że pisałeś firmowym długopisem. Wprowadzili też wkłady

– Chciałbym mieć takie pomysły.

– To wymyśl coś, bo hiszpańskiej muchy jeszcze nie mają

Kwiatkowska zrzuciła ręcznik. Diego spojrzał na swój brzuch. Porównał go z umięśnionym kaloryferem Marceliny i zmienił zdanie. Zapomniał o tatuażach „kubańskiej masakry”.

Była niedziela. Dzień nagrania mojego reportażu. Nie mogłam spać, więc wyglądałam średnio. Mateusz nie wiedział w co się ubrać. Czy założyć krawat i stringi do tego. Czy tishert i soczewki. Pogubił się. Tak jest w każdą niedzielę, kiedy nie idzie do tej swojej firmy Podjechała ekipa filmowa od Almodovara. Zawodowi goście. Nie bałam się. Wzięliśmy scenariusz i do dzieła.

– Mateusz, kopnij mnie w tyłek.

– Za co?

– Nie za, co. Tylko na szczęście.

– Mocno?

– Mocno średnio. To kopniak na szczęście.

– Aha.

Oczywiście kopnął z grubej rury. Ale nie jęknęłam.

Drzwi u Kwiatkowskich otworzyła Lilka. Też wyglądała mocno średnio

– Jest niedziela. Rodzice jeszcze śpią.

Wiedziałam, że tak będzie. Zapomnieli o nagraniu. Musiałam przypomnieć cel naszej porannej wizyty.

– To najlepszy moment, żeby nakręcić kilka scen

– No dobrze. Obudzę ich.

Biegłam przodem, nie wiedząc po co, bo cała reszta się nie spieszyła. Puściłam Lilkę przodem.

– Tatku…śpicie?

– Co tam córeńko , boisz się ciemności? Połóż się z nami. Marcelinko, posuń się.

– Tatku. Zaczynamy.

– Co zaczynamy?

– Kręcić film.

Pierwszy wszedł kamerzysta, potem długi na pół pokoju mikrofon Almodovar, byłby zachwycony. Zarządzałam, byłam w swoim żywiole.

– Dzień dobry kochani. Nie wstawajcie. Liliana jaki masz pomysł na scenę?

– Tato ty leżysz. Mama poda ci na tacy śniadanie. Zdrowa żywność , rozumiesz. Banany i marchew.

Diego nie był zachwycony

– Po co marchew?

– A .. no. To Truskawki i szampan – sprostowała Lilka

– I banany Lubię zdrową żywność. Na Kubie jest kilka odmian, nie to co tu – dodał Diego. Cerę miał zdrową. Owoce mu służyły

– Tato skup się. Mama w skąpej piżamie. Włos rozwiany. Jakbyście byli po…No wiesz

Mama wleje szampana i włoży ci truskawkę w usta. Mamo pocałujesz tatę i delikatnie otrzesz miąższ . Tato, złapiesz mamę za dłonie, przyciągniesz do siebie i powiesz „ Całe życie czekałem na ten jeden moment „

Diego wyjął spod poduszki firmowy balsam…czy coś.

– Zróbcie zbliżenie na balsam, podaj Liluś. Będę mamę nacierał. Zróbmy od razu promocję. Balsam do ciała podaj, ten jest do włosów. Odstaw ten, podaj tamten

– Świetny pomysł z tym nacieraniem. Tato, nacieraj jej dłonie. Delikatniej . No i mów do niej

– Ale co?

– Tato, ty już wiesz, co.

– Mio amor, tak dawno nie jadłem truskawek. A bardzo lubię zdrową żywność. Pora nie jest na truskawki. Drogie były , prawda? Kocham twoją skórę, mógłbym ją nacierać godzinami.

Lilka podała następny specyfik. Diego zagrywał się po „brazylijsku”. Super produkcja

– Całe życie czekałem na ten moment Musimy się spieszyć

– Tato, teraz usłyszysz tętent konia.

– Ciii. Słyszę tętent konia – podekscytowany szepnął Diego

Podjechał mój Mati, na koniu, który nie kochał naszego sąsiada.

– Stop ! – przerwałam scenę – Pięknie! Mateusz podjechał. Scena z koniem. Wy zostańcie. Dokończcie truskawki. Liliana masz scenę z koniem?

– Tak.

– Nie mamy już truskawek – mówiła Lilka jedząc ostatnią.

– Nie szkodzi.

Kontynuowała swoją reżyserię. Zeszłyśmy na dół. Mateuszkowi, troszkę się trzęsły rączki i „kopytka”

– Koń coś umie panie Mateuszu ?- spytała pani reżyser

– Kłania się jednym kopytem.

– Podajcie siano i szczotkę. Będzie go pan szczotkował. Potem poda mu pan siano, jak kobiecie truskawki – tłumaczyła Lilka, oparta o konia –  Delikatnie. Pocałuje pan konia szyję. Koń musi zarżeć.

– I podziękować. Kopytem. Dobrze to ogarniam?

– Tak. Akcja!

Mateusz szczotkował, całował w szyję ale koń ani drgnął. Gestykulowałam w jego stronę. Chciałam dać do zrozumienia, że to koń. On musi poczuć taką namiętność. Musiałam mu to uświadomić. Podeszłam do niego.

– Mateusz, on nie czuje twojej czułości. Z uczućkiem bracie, z uczućkiem.

– Bez sensu – odburknął.

– To się robi tak, mistrzuniu „No maleńki, ukłoń się. Kocham cię”.

– Co teraz? – zapytał Mati

– Trzeba kupić drugiego konia, który pokocha ciebie.

– Jest twój.

Wróciliśmy do pomieszczeń. Trzeba było zrobić ostatnią scenę., która według scenariusza miała dotyczyć pierwszego pocałunku i zauroczenia. Lilka wymyśliła, że zagra sama z Borzęckim. Muzyk siedział rozparty w fotelu, jedna noga założona na drugą, jakieś żelastwo na paluchu, że niby sygnet. Loki na głowie, pachnidło Kwiatkowskich czuło się od progu i ta biel  zębów. A tu nie wiem czy pasta do zębów była ich. Jeśli tak, to polecam.

– Dziękuję , że pan przyszedł. Zróbmy tak. Ja włączę nastrojową muzykę. Pan będzie trzymał chipsy na kolanach i jadł – Lilka podała chipsy, delikatnie nachylając się na muzykiem. Musiała odpiąć wcześniej jeden guzik, bo było widać kontur jej piersi. Muzyk patrzył i rozszerzyło mu się oko…

– Nie przełknę, przyjechałem prosto z eventu.

– Musi pan. Ja zacznę przed panem tańczyć. Pan wstanie, zdejmie ze mnie bluzkę i pocałuje…

Czar prysł. Jak burza wpadł Diego, który mocno średnio kochał Borzęckiego.

– Stop! Przerywamy nagranie. Ja też kocham muzykę, chipsy przełknę, a ta scena nie musi być rozbierana. Zagrasz miłość do swojego taty.

Bąbel był uroczy i tak zazdrosny o swoje kobiety, że o tym trzeba napisać w kolejnym odcinku.

Miesiąc później siedzieliśmy z Mateuszem przed telewizorem i oglądaliśmy relację, którą nagrała Carmen z rozdania polskich Oskarów

„ A najlepszym reportażem roku został….reportaż ….

ALMODOVAR BY SIĘ ZDZIWIŁ! Gratulemy!

Weszłam na scenę , wyglądałam pięknie i pięknie mówiłam, jak na polską galę:

– „Dziękuję moim przyjaciołom za wsparcie. Mateuszowi za konia, Lilianie  za reżyserię i jej matce za udostępnienie mieszkania. Dziękuję bardzo. Almodovar by się zdziwił, że kocham was wszystkich.”

To, co się zdarzyło potem, przerosło moje oczekiwania. Podszedł do nas znany wydawca książek :

– Gratuluję pani Elu. Piękny reportaż Napisałaby pani dla naszego wydawcy równie piękną powieść o miłości?

– Mamy taką powieść.

– Proszę mi ją przesłać.

Po rozdaniu nagród Mateusz oszalał. Wysłaliśmy jego konspekt na książkę. Łaził, sapał….

– Przestań łazić. Zadzwoni – musiałam go uspokajać

– Paparazzi, celbryci, to dla mnie . Zadzwoń…

– Zadzwoni. Usiądź

No i nadszedł upragniony sukces. O czym poinformowała nas nasza ukochana Carmen

– Jakiś pan dzwoni. Znowu pani coś wygrała. Kupiła pani zdrapkę?

– Odebrałam telefon – Hallo! Tak się cieszę. Świetne. Dziękuję. Pozdrawiam pana również z całego serca.

– Elka !Wygraliśmy ?

Trzymałam go w niepewności.

– Elka, odmienimy nasz los ?

– Pewnie ! – krzyknęłam z radości.

– Dużo kupiliście tych losów? – głupawo, z niedowierzaniem, zapytała Carmen

– Chcesz podwyżkę? – odpowiedział Mati

– Kocham pana – sapnęła z czułością Carmen, bo nie wiedziała o co chodzi.

– Widzisz, Ela, widzisz! Sama widzisz! – gadał ze szczęścia głupotki, mój bohater.

Wierzyłam, że mu się uda. Zawsze miał dar do pisania. Poznaliśmy się na studiach. Napisał mi pracę magisterską. Pomógł napisać, żeby nie było. Miał talent. I to cała filozofia tego sukcesu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s