Elżbieta Walczak ebook Enamorada – fragment

 

 

– Mateusz, zobacz, knajpka Havana, chodź – weszliśmy do małej, przytulnej restauracji. Znaliśmy potrawy kubańskie tylko z przepisów. Zamówiliśmy świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej, z szacunku do padre, bo pracował z żoną na plantacji trzciny i kubańskie picadillo, duszona siekana wołowina z cebulą i pomidorami. Wzięłam przepis, gdybym jeszcze kiedykolwiek miała zrobić własny program „Ręce, które potrafią gotować” i pisałam:

¼ szklanki oliwy

1 posiekana cebula

8 startych ząbków czosnku

3 listki laurowe

1 kg mielonej wołowiny

1 puszka / 450 ml / pomidorów w zalewie

po ¾ szklanki rodzynek i oliwek

faszerowana papryka

¼ szklanki koncentratu pomidorowego

1 – 2 łyżeczki czerwonego octu winnego1 łyżeczka chilli

szczypta pieprzu kajańskiego

sól i pieprz

Rozgrzej oliwę, włóż cebulę, czosnek i listki laurowe. Duś 5 minut. Cebula powinna się zeszklić, ale nie przyrumienić. Teraz dodaj mięso. Smaż około 7 minut, rozdzierając grudki widelcem. Dodaj pozostałe składniki, duś 8 minut. Przypraw solą i pieprzem, wyjmij listki laurowe. Podawaj na ciepło.

– Mateusz, wezmę jeszcze przepis na…

– Elka, kup sobie książkę kucharską. Nie gotujesz całymi latami, robią to za ciebie inni. Twoje fasolki po bretońsku były koszmarne. Fajnie, że się rozwijasz, ale zostaw to innym.

– Camarero! – zawołał kelnera Mateusz –  Cygaro!

Kelner podał cygaro i ulotkę. Mateusz wziął ostentacyjnie i zapalił.

– Przeczytaj kobieto co tam napisali.

– Napisali jak się tworzy kubańskie cygara.

– Jak?

– Trzeba przejść pięcioletnie szkolenie. Wybiera się najlepszych.

– A widzisz, pomyślę kiedyś o produkcji cygar.

Aromat kawy przypominał również zapach kubańskich cygar.

 

Przed restauracją siedzieli przy małym stoliku mężczyźni, którzy grali w kubańskie domino. To był charakterystyczny widok. Tak spędzają tam czas. Postanowiliśmy jeszcze tu zajrzeć. Wsiedliśmy do czerwonej Łady. Pamiętacie jeszcze taką markę samochodu? Jeździliśmy dziwnymi uliczkami, gdzie życie tętniło nieznanym nam rytmem, zupełnie inaczej. Dzieciaki dobiegały bez przerwy do naszego samochodu, krzyczały, uśmiechały się i były upierdliwe przez cały pobyt. Znaleźliśmy hotel. Zamówiliśmy pokój i wróciliśmy do domu Diego po rzeczy. Był już wieczór. Wrzało w ich domu. Muzyka latino na full i tańczący padre z Marceliną. Byli już co najmniej po jednej butelce rumu. Razy dwa. Przyłączyliśmy się. Wyjęłam z torby naszą wódkę i kabanosy.

– Daj jednego – powiedział po cichu Mateusz.

– Ogłady! Jadłeś niedawno – burknęłam, bo ta jego przypadłość doprowadzała mnie do szału.

– Chodźcie tańczyć! – krzyknęła madre.

Mateusz rozpiął koszulę, bo upał był taki, że nie szło wytrzymać i salsowaliśmy. Kiedy wyciszyliśmy muzyczkę i emocje, usiedliśmy do stołu.

– Co to ? – zapytał padre, wskazując na kabanosy.

–  To kiełbasa podobna do chorizo, tylko bardziej sucha – objaśniał Diego.

– Mogę? – zapytał padre.

– Tak, oczywiście – wyrwał się Mateusz.

– Miguel – powiedziała gospodyni, tak miał na imię ojciec Diego. I gestykulowała dłońmi przy swojej twarzy. Coś mówiła o zębach. Trwało to chwilę.

– Kobiety są jak kosmos, nie ogarniesz – powiedział senior Miguel i ugryzł kabanosa.

Ugryzł, to za dużo powiedziane. Nie dał rady. Przeżuwał i pytał.

– To z osiołka?

Patrzyłam nie tylko ja i wszyscy wybuchnęliśmy takim śmiechem, że wszedł sąsiad, który przechodził ulicą i pytał, czy wszystko z nami w porządku.

– Si! – krzyknął Miguel i poczęstował kubanosem sąsiada w podobnym wieku. Nie dał rady. Zawołał kolegę, który siedział przy kubańskim domino, po drugiej stronie ulicy. I tak poszło dwa kilo kabanosów, bez udziału Mateusza. Które wszyscy wypluwali i częstowali kubańskie koty, bo nie dawali rady.

Wróciliśmy do hotelu. Był malutki przytulny i, o zgrozo, pełno w nim latało małych jaszczurek. A tego nie lubię. Pozasłaniałam okna, na szczęście były zabezpieczone siatkami. Położyliśmy się z Mateuszkiem grzecznie spać. W piżamkach w palemki. Wyglądaliśmy koszmarnie. Mateusz bardziej.

– Elka, śpisz?

– Nie.

– Chciałbym mieć kiedyś tyle lat, co oni.

– Ja też.

– Kochasz mnie?

– Pewnie głuptasie.

– Ja kocham równie mocno kabanosy. Na starość nie pojem.

– Pomogę ci przeżuwać. Nic się nie bój.

– Obiecujesz?

– Pewnie, śpij.

 

 

 

 

 

okladka Enamorada jpg

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s