Karmiczny dług – fragment powieści Eli Walczak – dostępna w formie ebooka w księgarniach Ebookpoint i Legimi / również na czytnikach w sprzedaży abonamentowej /

*

– Myślisz, że cycki naczelnej są tybetańskie? – zapodałam żarcik, kiedy wyszliśmy z gabinetu. Objęłam dyskretnie Jacusia, korzystając z tego, że wszyscy byli na lunchu i korytarz świecił pustkami.

– Boże, że mnie coś podkusiło zadać się z tą babą. Idziemy do gabinetu. Załatwiamy transport dla Czarka za dwa dni. Potem do szpitala. Potem do mamy Czarka. Potem do ciebie. Zobaczymy jakiej marki są twoje.

– Wyrzuciłam metkę.

– Nie szkodzi.

– Halo, panie Jacku! – krzyknęła Alicja idąc w naszym kierunku. Spojrzała na moją rękę, która obsunęła się z Jacka spodni. – Pojedziecie jednak na ten pokaz. Byłoby podejrzane, gdyby nasza gazeta tam się nie pojawiła. Nie będę nikogo narażać. Pani Kasiu, proszę się nie przykładać za bardzo do tego hiszpańskiego.

– Tak? Dziś wieczorem mam pierwszy egzamin.

– Niech go pani po prostu trochę liźnie i już. Jak tam transport Czarka, panie Jacku? Bo muszę oddzwonić do Tybetu.

– Załatwiony za dwa dni.

– Konkrety jutro. Miłego wieczoru. – Spojrzała na rozporek Jacka. – Hmm. Ciśnienie. Spieszcie się dzieciaki.

*

Leżeliśmy z kogucikiem nago w moim mieszkaniu. Moja podświadomość oswoiła się z myślą, że nie jestem sama. Przestałam się opierać, poddałam się temu uczuciu.

– Piękne są. – Pukał w moje piersi, uciskał je i zgniatał. Były prawdziwe, a to rzadkość dzisiaj.  – Śniłaś mi się.

– Co ty z tym śnieniem. – Dotykałam jego brzucha. Też był niczego sobie.

– Byliśmy razem w jakimś dziwnym miejscu. Staliśmy przed mostem. Na jego końcu stał Czarek, wołał nas. Pobiegłaś przodem. Ja za tobą. Ale ktoś jeszcze z nami był. Nie wiem, jakaś dziwna dziewczyna. Jakby Chinka. Biegłaś za Czarkiem, ale cię zatrzymała. Włożyła ci coś do ręki i kazała zostać. Zatrzymałaś się i przytuliłaś się do mnie. Ktoś nas obserwował. Widziałem, że most po którym biegliśmy, zawalił się. Ten facet stanął nad nami i rozrywał skrzydła motylom. Zaczęłaś krzyczeć. Pochylił się nad tobą i chciał cię zabić. Dotknęłaś go, tym czymś, co ci dała do ręki ta Chinka. Facet rozsypał się w pył. Powiedział do nas „estoy echo polvo”. Jestem sproszkowany albo wykończony, coś w tym rodzaju.

– I co? – Pocałowałam jego pępek.

– Pobiegliśmy szukać Czarka. Znaleźliśmy go martwego, razem z tą chińską dziewczyną. Też nie żyła. Trzymała rękę na sercu Czarka. Spod jej dłoni wyfrunął motyl, ale nie był fioletowy. Był czerwony. Podleciał do ciebie, chciał ci usiąść na ramieniu, ale odgoniłaś go. Odfrunął. Przytuliliśmy się do siebie i wszystko znikło.

– Kłamiesz, chcesz mnie wystraszyć. – Nachyliłam swoją twarz nad jego.

– Nie. To wszystko brzmi jak jakaś bajka. Ale tak było. Cokolwiek się zdarzy, trzymajmy się razem, dobrze? – Nacierał moje stojące sutki.

– Przytul mnie dobry człowieku mocniej, bo za chwilę oszaleję.

– Po prostu trzymajmy się ziemi. Jestem pragmatykiem. Nie wierzę w takie historie. – Głaskał moje włosy. – Ale wyglądałaś pięknie. Ja zresztą też.

*

Dwa dni później Czarka przetransportowano bezpiecznie do Tybetu. W redakcji Karier wrzało przed wyjazdem na pokaz mody do Saragossy.

– Ostatnie wskazówki pani Kasiu. Czy jest pani psychicznie przygotowana na zmierzenie się z tym tematem? – Naczelna podała mi kawę.

– Tak, oczywiście.

– Pan, panie Jacku?

– Również.

– Mam dla was małą niespodziankę. Jadę z wami. Jeśli faktycznie moja gazeta promuje takie gwiazdy jak Setyński, to chcę to wiedzieć. Zadowoleni? Czy podać chusteczki?

– Cieszę się – powiedział Jacek.

– Ja tambien. – Spojrzałam na Jacka. Był zadowolony z moich postępów w hiszpańskim.

– To do roboty! – Spojrzała znacząco. Wiedzieliśmy co to oznacza. Absolutną profeskę, żadnych obsunięć, czy niedociągnięć. Dobrze, że jedzie z nami.

*

Naczelna usiadła przy biurku i obserwowała wszystkich przez szybę. Zawsze to robiła. Zgadywała z ruchu ust i mowy ciała zamiary swoich pracowników. Przeglądała ostatnie zdjęcia do czasopisma. Nanosiła poprawki na teksty. Przez okno do gabinetu wleciał fioletowy motyl. Nie zauważyła go. Motyl podfrunął do złotego buddy i usiadł na jego ramieniu. Podniosła głowę. Podeszła i złapała go w dłoń. Usiadła w fotelu.

– Najgłębsze warstwy podświadomości kryją nieskończoną moc, owe moce uwolnią się. W podświadomości tkwi rozwiązanie każdego problemu. Każde z tych rozwiązań uzewnętrzni się. I niech tak będzie – mówiła do siebie i wypuściła motyla z dłoni.

Karmiczny dług baner

Zapisz

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s