Historyjka o Bobie lub Boberze:)

bob

Historyjka o Bobie lub Boberze.

Bób dzisiaj kupiłam. Sprzedałam kilka wierszy.

– Tak, to jest coś – usłyszałam od redaktora naczelnego gazetki ściennej, czasopisma „Rozwiń się z nami, jak papier toaletowy”.

Dorzuciłam w Tesco orzeszki ziemne.

– Tak, to jest to – powtórzył redaktor, trzymając rękę na jajkach i spoglądając w moją stronę.

Po tym spojrzeniu było mnie stać, żeby dorzucić do koszyczka cztery mandarynki.

– Wystarczająco długo panią czytam, żeby nie dostać szału.

– Nie rozumiem, redaktorze – zerknęłam na biurko, na którym leżało zdjęcie Boba Dylana – Pani jest taka odważna, taka ostra, taka mało kobieca. Można dostać szału, rozumie pani?

– Nie bardzo.

– Pani mi się nawet dzisiaj śniła.

– To pełnia redaktorze. To nie była moja twarz, tylko księżyca.

– Jaka pani jest inna.

– Ile wierszy pan kupuje?

– Wszystkie.

– Gotówka czy przelew.

W każdym razie dorzuciłam w Tesco udka kurczaka. Dwa udka.

– „Każdy nowy dzień zaczyna się głęboka nocą. Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei”.

– To nie mój wiersz, redaktorze.

– Przepraszam. To Bób Dylan.

– Bob.

– Tak, oczywiście. Przy pani tracę głowę.

Dorzuciłam kiszoną kapustę.

– Kiedy się znów spotkamy.

– Jak pan coś ode mnie kupi.

– Bobrze. W takim razie niebawem się odezwę.

– Dobrze redaktorze, bądźmy w kontakcie.

Jedną ręką całował moją dłoń, drugą trzymał w kieszeni.

Dorzuciłam w Tesco jajka i miód.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s