Nienasycenie – fragment opowiadania – Ela Walczak

 

Wierzyła, że marzenia przedłużają życie. Bez nich czuła się nieważna. Tylko zaspokojona potrafiła zasnąć spokojnie, żeby chcieć nasycić się kolejnym dniem. Ostatni raz coś wyjątkowego przeżyła siedem lat temu. Miała wtedy czterdzieści lat. Gwizdnął na nią, siedząc w czerwonym cadillacu na Placa Catalunya.

Leżała w łóżku, patrzyła w swoje odbicie w lusterku, liczyła siwe włosy, które od trzech lat farbowała, żeby ukryć upływ czasu. Przypominała sobie szczegół, po szczególe tamtego spotkania.

***

Pojechali wtedy z Jankiem do Barcelony na kongres terapeutów. Byli małżeństwem ponad osiem lat. Studiowali razem i razem opijali magisterkę. Tej nocy zaszła w ciążę.

***

Skrzyżowanie na Placa Catalunya było bardzo ruchliwe. Stała na przejściu dla pieszych i przez kolejną awanturę z mężem zapomniała spojrzeć na światło. Dała krok…

***

Nie chciała tej ciąży. Miała dwadzieścia sześć lat.

– Żebyś zdechł – To były pierwsze słowa, jakie wypowiedziała, trzymając w ręku test ciążowy, który świecił na różowo.

– Kochaj mnie od początku mojego istnienia.- Wyrzuciła nieważny szczegół do kosza na śmieci. –  Jeśli nie kocham jego, to jakim cudem, będę chciała pokochać ciebie.

Weszła do pokoju, usiadła w fotelu, w którym wczoraj jej matka, wygłaszała monolog o prawach kobiet i niechcianych ciążach. Zerknęła na półkę z książkami, szukała odpowiedniego tytułu, w którym znajdzie cytat, mantrę, cokolwiek, żeby móc poprawić sobie nastrój. Przeczytała je wszystkie. Kiedy ogarniała ją melancholia, sięgała do prac Freuda „Żałoba i melancholia” albo po Herberta. Czytała zakreślone fragmenty na głos i po kilka razy.

Kiedy się śmiała, lubiła sięgnąć po Czechowa, Moliera albo Maupassanta.

Miała książkę i cytat na każdy nastrój.

Czasami bywało tak, że z braku uczucia miłości do Janka, po każdym akcie seksualnym,  w których udawała orgazmy, szła do łazienki, żeby wziąć prysznic. Masturbując się, przedłużała stosunek, mając zawsze przed oczami zupełnie kogoś innego. Nigdy nie wiedziała kogo. Za każdym razem pojawiały wyrzuty sumienia. Wtedy czytała Tal Ben – Shahar „W stronę szczęścia”.

Po spotkaniach z apodyktyczną matką, nie miała pomysłu na siebie, więc tylko słuchała Mozarta. Wyjęła płytę, założyła słuchawki, nie czuła niczego.

***

Usłyszała pisk opon i cofnęła się.

– Życie ci obrzydło?! – Kierowca otworzył szybę w samochodzie i krzyczał jeszcze chwilę słowa, których nie słyszała. Cofnęła się na chodnik. Stała i czekała. Światła zapalały się jedno po drugim. Widziała go, siedział w samochodzie na parkingu i patrzył na nią.

***

– Jestem w ciąży – oznajmiła Jankowi przez telefon. Nie czekała na odpowiedź. Wiedziała, że rzuci wszystko i przyjedzie. – Nie chcę dziecka.

***

– Wsiadaj. – Stanął przed nią – No już! Widzę. Wsiadaj, nie bój się – poczuła ulgę.

– Dokąd cię zawieść? – pytał po angielsku, chociaż akcent zdradzał jego hiszpańskie pochodzenie.

– Nie wiem, wszystko jedno. – Spojrzał na nią, dotykając jej dłoni. – Aż tak źle? – zapytał i delikatnie przycisnął pedał gazu. Jechali w ciszy w stronę, której jeszcze nie znała.

***

Tak, jak myślała. Janek pojawił się w ciągu piętnastu minut.

– Jak to się stało? – stali naprzeciwko siebie i wydawało jej się, że on ma łzy w oczach.

– Proszę cię, porzygam się. Z twojego siusiaka. Magisterka. Noc alkoholowa u Martyny w akademiku, nie zabezpieczyłeś się.

– Przepraszam – nie wydawało jej się. Łza spłynęła po jego policzku. – Jestem szczęśliwy. – Kochał ją, bez względu na to, co za chwilę powie.

– OK. Powiedzmy, że ja też.

***

– Powiesz coś wreszcie? Kim jesteś? I co się stało? Mam na imię Miguel. Ładnie? – W końcu się uśmiechnęła, ale nie powiedziała jak ma na imię.

– Przyjechałam na kongres. Jestem terapeutką.

– Mam nadzieję, że znaną i dobrze opłacaną. Ok. Żartuję.- Odwzajemniła uśmiech. – Jestem dobrze opłacanym bankierem. Mam dwie godziny przerwy i chcę spędzić je z tobą. Co ty na to?

– Bankier, który gwiżdże na kobiety? – poprawiła włosy, które wiatr targał na wszystkie strony.

– Możesz pomóc mi zdjąć tę cholerną marynarkę?

– Versace – spojrzała na metkę wszytą u góry – Wyciągaj rękę. Tylko delikatnie, żeby ci to cacuszko nie wyfrunęło.

– Nareszcie się śmiejesz – rzucił marynarkę na tylne siedzenie. Zabiorę cię w fajne miejsce. Przyspieszył.

***

Dziecko w szóstym miesiącu okręciło się pępowiną. Zmarło. Nie płakała. W dziwny i niezrozumiały dla niej sposób, ta sytuacja zbliżyła ją i Janka. Nigdy nie wiedziała, dlaczego podjęła decyzję, żeby z nim zostać i ciągnąć ten związek dalej. Otworzyli wspólny gabinet terapeutyczny.

– Kocham cię i dziękuję za to, że jesteś ze mną – powiedział, przenosząc ją przez próg ich nowego biura. Powtórzył to samo, przenosząc ją przez próg kościoła, potem ich nowego domu. Mówił to codziennie przez osiem kolejnych lat.

***

– I jesteśmy na miejscu.

Zdjęła marynarkę, buty i rzuciła na tylne siedzenie.

– To jest mój świat. Moja wyspa – stanęli oboje bosymi stopami, na jego prywatnej plaży. Jego czarne włosy lśniły w słońcu.

Zobaczyła w lusterku tamtą kobietę. Delikatnie dotknęła swoich ust. Całowała palce, które robiły się wilgotne.

– Miguel – odłożyła lusterko i przesuwała ręce wzdłuż ciała.

***

Przez osiem lat swojego małżeństwa wspierali się i wspinali na wyżyny sukcesu. Janek czekał codziennie na słowo kocham, a ona udawała orgazmy i było jej z tym dobrze. Nigdy nie wspominali o tym, co wydarzyło się osiem lat temu. Nie pytali o dziecko. Rozpierała go duma bez względu na to, co mówiła i czego nie czuła.

– Janek, jak byś zdiagnozował tego Kozinowskiego, co próbował się zabić? – spytała trzymając w ręku Froida, a to oznaczało melancholię i smutek.

– Umarło mu dziecko i zostawiła go żona. Psychoterapia nie pomoże.

– Rokujesz?

– Nie. Facet chce umrzeć. – Po raz pierwszy spojrzał na nią i nie czuł niczego, oprócz złości.- Pokochajmy się – podszedł do niej, wyjął z ręki książkę i położył dłonie na jej ustach. –  Powiedz, że mnie kochasz. Powiedz, że jestem dla ciebie ważny. Nie najważniejszy, tylko ważny. Proszę.

***

– Powiesz w końcu jak masz na imię? – spytał Miguel, rozkładając koc na plaży – Albo poczekaj, zaraz wrócę. – W bagażniku miał kosz z jedzeniem i skrzynkę czerwonego wina.  Otworzył schowek, wyjął prezerwatywy i włożył je do kieszeni spodni. Wrócił do niej – Jestem gotowy do sjestowania. Mów o sobie, otworzę wino.

Milczała przez chwilę.

***

Janek usiadł w fotelu, krew pulsowała mu w skroni.

– Obyś zdechł – pomyślała. Wiedząc, że historią ich pacjenta, przekazuje prawdę o nich. – Obyś zdechł – powtórzyła w myślach.

***

– No! Czekam na jakiś znak! Piękna, nieznajoma kobieto. Mujer! Obudź się. Jestem tutaj!

Patrzyła na niego i próbowała zdiagnozować swoje zachowanie.

 

zdjęcie Arttor

nagie-cialo-kobiety-lezacej-na-atlasie-w-artystycznej-pozie-z-poswiata

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s