Oszołom – opowiadanie Eli Walczak

Zapukał dwa razy, nie otworzyła. Umówili się, że w takiej sytuacji rzuci małym kamyczkiem w okno, od południowej strony. Troszkę się dzisiaj zakręcił po wczorajszym wieczorze. Wiedział, że wziął niezbędnik, w którym trzymał kamyczki, prezerwatywy, szczeniaczka żytniej, sznur, ale nie wiedział, co zrobił z kompasem.

– Jak to było, kurwa? – od dziecka należał do Hufca „Zorientowani na żyćko”, więc szybko przywołał wspomnienia.

– Orientacja w terenie bez sprzętu. Wstałem o 6, to słońce było na wschodzie, o 9 na południowym – wschodzie, to o 12 jest na…? – Pokręcił się w kółko, szukając położenia swojego cienia ale zorientował się, że nie ma słońca. – Metoda na mech – otworzył szeroko oko w poszukiwaniu rozumu. – Jak to było? – Zdecydowanym krokiem ruszył w stronę drzew. Objął konar i poczuł dreszcz na plecach, i w kroczu. Przypomniał sobie, że mech musi rosnąć po mokrej stronie. Słowo „mokre” kojarzyło mu się z jednym, z Zosią. Jego podniecenie uświadomiło mu, że zna inną metodę, w tej sytuacji łatwiejszą do ogarnięcia. – Metoda na kij. Ale jak? – Czytał w myślach poradnik harcerski ze strony 34. Kiedy był wyspany pamiętał wszystko. Dziś zgadywał. – Weź kij o długości metr. – Wyjął z niezbędnika miarkę. Brakowało 80 cm, ale zaryzykował. – Przywieś kamień do kijka – sznur w niezbędniku miał zawsze – Zaznacz cień kamienia przy pomocy jakiegoś obiektu A. Po sześciu godzinach cień powędruje na inne miejsce. Zaznacz je obiektem B. – Nie mam tyle czasu, to gra o życie. Nie utrzymam kamienia na tym kiju. – Nie wiedział, która godzina bo nie miał komórki. Nie mógł przywiązywać wagi do gadżetów trendy, które mogłyby wystawić jago reputację na pośmiewisko.

– Dlaczego tutaj tak mokro? – Usłyszał głos ukochanej, ale nie potrafił zlokalizować okna. Słuch miał dobry ale okulary, które dostał od matki w prezencie za zdobycie trzynastej sprawności, uwierały go za uszami. Nigdy się nie zorientował, że z nich wyrósł. Podobnie jak z krótkich spodenek, które za bardzo uciskały w kroczu. – Mokro? Powtórz, bo cię nie znajdę. Coś mnie uciska w kij, w różdżkę i w mózg.

– Raz, dwa, trzy. Baba Jaga patrzy! – usłyszał wrzask ukochanej. Przybliżył nos do szyby, i chyba zobaczył trójkę harcerzy, trzykrotnie przełożonych przez jego piękną Zosię.

– Znaleźli ją pierwsi – płakał łzami, których nie rozumiał. Zazdrościł im tylko jednego – długości patyków, i dotykania mchu po mokrej stronie. Wiedział, że to tylko gra terenowa, ale i tak zazdrościł. Nie mógł zdradzić swojej pozycji, bo był już zastępcą komendanta szczepu „Zorientowani na żyćko”. Ta gra była walką o brązowy skórzany sznur komendanta. Nie mógł zawieść matki 🙂

oszołom

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s