Ela Walczak – Zakochana brzmi jak enamorada / fragment nowej powieści / – premiera w kwietniu

ODCINEK XVII

Sen Rysia

 

– Biegłem w Bzowie po piaszczystej drodze…

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to taka, że w Bzowie chyba nie ma innych dróg. I to do tej pory.

– Trzymałem w ręku balonik…

Moja pierwsza myśl? „Rany boskie Rysiu, co się z tobą dzieje?” Zaniepokoił mnie ten balonik.

– …w stronę słońca – dokończył Ryś.

Szybka myśl? Dobrze, że nie w stronę księżyca, bo w Bzowie taka noc, to czarna dupa.

– Za mną wiał wiatr i liście, które układał w zdania.

I tu mi się zaczęło podobać, bo zabrzmiało poetycko.

– Był niepokojący ten wiatr, dlatego zapamiętałem te zdania. – Wyjął z kieszeni versace karteczki z zapisanymi słowami, i każdą z osobna rozkładał na podłodze. Pierwsze zdanie, jakie udało mu się ułożyć to: „Kochając życie, myślcie o przyszłości”. Nic mi to nie mówiło, chociaż gdzieś to już widziałam. Stąd ta grzebnięta literka „K” na spodniach, od słowa „kochając”. Tak myślę. I drugie: „Nie próbujcie ogarniać niczego w całości”.

Hmm… Balonik szarpnięty przez wiatr? „Dawaj Rysiu!” – No co, to tylko moja myśl.

– …wzbił się do słońca i nagle spadł. Pękł…

I tu spojrzał na mnie. Pomyślałam, że może chodzić o Malwinę, bo tak została poczęta, przez balonik, który pękł.

Rączka Rysia powędrowała do kieszonki marynarki i zobaczyliśmy ostatnie zdanie, które miało zmienić nasze życie.

– Enamorada musi trwać.

– Enamorada? – spytałam. Czy chodzi o ten serial, który ciągnął się całymi latami jak wosk z ucha Malwiny i Alonzo?

– Tak, Adelo – wyszeptał Rysiu. – Przeznaczenie.

Próbowałam sobie przypomnieć, o co chodziło w tym serialu, i nie byłam w stanie.

KONIEC

 

*

 

– Kto zgasił światło? – zapytał Gburek, potykając się o Mędrka. – Nie widziałem zakończenia.

– To się mogło tylko tak skończyć – powiedział Mędrek, podnosząc się z płata czołowego.

– Panowie! O co se kaman? – Śpioszek drapał się po stopie. – Gdzie tu sens? Gdzie logika?

– Boję się tak samo jak wy. – Nieśmiałek parsknął śmiechem. – Oni będą szczęśliwi do końca życia.

– Nie wyleczą się z tego. – Apsik miał właśnie zapalenie gardła, więc nikt nie usłyszał, co mówi.

– Usłyszałem. Chrzanisz przez te nękające cię bez przerwy choroby. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał w dupie takie szczęście. Patrz, bracie – Gapcio podał Apsikowi brudek, który właśnie wydobył z palców u nóg – to jest moja skaza. Coś mnie się bez przerwy czepia. Te ostatni, powiedz coś.

– Zakochałem się w tym zakończeniu. – Wesołek płakał w kąciku.

– Będę szczery, ja chyba też. – Mędrek wyjął chusteczki, które nie wiadomo skąd się wzięły, i podał je Wesołkowi.

– Daj i mnie. – Gburek przytulił się do miękkiego podłoża, szlochając coraz głośniej.

– Ja pitolę, rzygać się chce. – Wesołek posmutniał i nie wytrzymał ciśnienia. Szlochał już ze wszystkimi.

– Dawno, dawno temu… – Apsik głaskał Gapcia, który płakał najgłośniej, próbując opowiedzieć mu tę bajkę jeszcze raz. Wszyscy w tym czasie usnęli.

 

*

 

Nawet ja nie ogarnęłam tego smutku mentalnych krasnoludków, a przecież sama go wymyśliłam.

artelis63

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s