Zaznaczę na planie przejścia i ślepe ściany…(Elżbieta Walczak wiersz z tomiku, który powstaje “Krótkie scenariusze o życiu”)

 

 

***

zaznaczę na planie przejścia i ślepe ściany

zostawię znaki – twoje inicjały

byś mógł wiedzieć, gdzie byłam

będę pisać sercem, małymi szkiełkami

abyś mnie długo nie szukał

 

jeśli usłyszysz szum fal i morskiej piany

tam właśnie jest czekanie

wszystkie zapisane znaki, będą zaczynać się

od tej samej litery : Mon, Man…

aż zapiszą się w całą księgę, którą ozdobię

miniaturami określeń, obrazów i westchnień

tylko ty je odczytasz, więc patrz uważnie

Mulier – miscere – Man

wiem, że zrozumiesz

wszystko jest zapisane między słowami

ela59

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=bookmarks

Advertisements

#przesłanie od Fridy

*przesłanie od Fridy*

powstrzymam się dziś od okrzyków zachwytu

żeby przez łzy nie stracić rzeczy ostatecznych

fałszywe autorytety czasami warto ośmieszyć

warto również żeby malarz malował prawdę

skoro już jest powiązany sprytnym planem

ze światem

 

nie chcę wiedzieć nic o uczciwości tych

którzy budzą odrazę ani uprzedzać wydarzeń

kiedy dusza pod wpływem silnego gniewu

działa w nieładzie ani malować miłości

na podstawie książek i cudzych doświadczeń

 

do śmiechu używam serca do ośmieszenia

słownych zabaw i igraszek by poczuć ulgę

i pokazać władzę tym którym się wydaje

że znają prawdę o tobie o mnie o tamtej

żarliwej miłości która podobno się unosi

albo rozpadając płonie i trzeszczy

 

ratuję się jak każdy wizjami że istnieje

szperaniem między stołami – słuchaniem

nie wiem co powinnam myśleć gdy ustaje

gdybym mogła zaświadczyć swoją wiarę

w nią

byłabym gotowa na bycie fałszywym autorytetem

Wasza Frida

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/

Życiorysy

*mistrzunio*

*mistrzunio*

milczy

chociaż wie co powinien zrobić

ale

nie jest pewien czy zdoła znieść brak

po tym

co zostało reaguje znudzeniem

coś

ujmującego jest w tym zapachu strachu

i obrzydzenia

 

gwiżdże na życie i na własne życzenie

opowiada o nim śmieszne anegdoty

w teatrach i w salach pełnych kobiet

czekających na znak i  na rechot

wzbudza w nich szczególny zapał

dziękuje zawsze skinieniem głowy

odkrywając w sobie niedobór seksu

 

wsparcie dostaje się  tylko  w niedzielę

 

mistrz  ma poczucie winy

bo wydłużył sobie za oszczędności

coś

z czego pożytku jest niewiele

kobiety wolały go w tamtym ciele

w tym nie pozostał sobą

był już piękniejszym łabędziem

z długą szyją i twarzą tak gładką

że dało się w niej zobaczyć  wszystko

oszustwo napędzane chęcią zysku

miłość wspieraną sztuczną inteligencją

i w końcu porażkę

bo operacja się nie udała

 

widać to kiedy przemawia z bliska

i w teatralnej sali  nawet w siódmym rzędzie

ci  którzy siedzą dalej nie mają szans

na zobaczenie prawdy w oczach

mistrza asertywności

Elżbieta Walczak “Krótkie scenariusze o życiu” tomik, który powstaje

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=bookmarks

ela56

Książka “Enamorada” rozpoczyna cykl powieści Elżbiety Walczak. “Zakochana brzmi jak enamorada”, to druga odsłona cyklu.

 

ODCINEK

„Czas na zmiany”

Denerwują mnie poranki, oczywiście odkąd nie pracuję. Wcześniej było inaczej. Wspólne śniadania, przy których wymienialiśmy nasze poglądy, byliśmy wtedy tacy uroczy. Dziś, po obejrzeniu w samotności brazylijskiego serialu o szóstej rano, mam ochotę wyłącznie na niespełnioną miłość, kłótnie i awantury. To wciąga, jak serial. Odbywam właśnie codzienny rytuał stawiania pasjansa, żeby sprawdzić, czy ktoś dzisiaj w końcu zadzwoni, żeby zaoferować mi cudowną pracę. Dzwonią tylko akwizytorzy kosmetyków, ale nie wydam bezsensownie pieniędzy na kolejny żel, bo ich nie mam. Ma je już tylko Mateusz.

– Znowu stawiasz pasjanse Ela? Popraw mi krawat. Mam spotkanie z zarządem. Spóźnię się.

– Zarząd ma jakieś imię? – spytałam swojego męża.

– Foch? Znowu? – zaczesywał przed lustrem nażelowany pióropusz i czyścił paluchem zęby. Ohyda.

– Kiedy wrócisz Mati? – nie odrywałam wzroku od kart, bo nie dało się patrzeć na ten poranny cyrk.

– Nie wiem, jak się przedłuży, to dam ci znak.

Tak bym chciała, żeby ktoś w końcu zadzwonił.

– Jak się wydłuży, to też daj znak – podniosłam wzrok i widziałam, że jest zmieszany.

– Ela, proszę cię. Te twoje żarciki już mi się przejadły.

 

Mateusz codziennie rano odbywał ten sam rytuał. Błękitna koszula, żel na włosy i kretyński czerwony krawat. Zawsze się spieszył. Po prostu petarda: szafa, lustro, toaletka, żel, teczka, kurteczka i już go nie było. Prawie, bo zatrzymał się w drzwiach i wrócił do lustra.

– Zrób dzisiaj paellę. Albo nie, same krewetki zrób. Lustro przetrzyj, bo zniekształca. Żelu zabrakło. Zadzwonię do Kwiatkowskiej.

Kwiatkowska, to nasza sąsiadka. Dystrybutor kosmetyków.

– Po co mi o tym mówisz? – spytałam i wypięłam pupkę w jego stronę. Nie zauważył, przeleciał koło mnie, a już myślałam, że coś się ruszy tego poranka.

– Czas… Czas mnie goni. Ostro i do przodu! Jak się prezentuję? Hę? Dam im dzisiaj popalić. Nie siedź godzinami przy tym komputerze i zostaw te karty. Miłego dnia.

 

Wyszedł. Od pół roku życzy mi miłego dnia! Czasami mówię do siebie. Mój monolog wewnętrzny, który się musi uzewnętrznić jakoś. Podniosłam żel, żeby sprawdzić faktyczną zawartość i monologowałam:

„Urocze. Kosmetyki Kwiatkowskiej. Wiem do czego pijesz, Mateuszu. Dystrybutora chce ze mnie zrobić. Kretyn. Witam, doniosłam panu pachnidła na lata całe. Polecam. Donia Ela”.

Spojrzałam na siebie w lustro i stwierdziłam, że faktycznie  zniekształca.

Biodra jakby szersze, znalazłam dwa włosy na brodzie, nową zmarszczkę i nowy pieprzyk na czole.

„Ja pitolę był wcześniej czy nie? Czegoś ci brakuje Elu. Żelu? Miłości? Radości?” – spojrzałam w lustro, a z tyłu, za mną, stał wielki hiszpański kok we włosach.

Carmen moja służąca z Bzowa zawsze pojawia się cicho, bezszelestnie. Najpierw obserwuje przez dziurkę od klucza, co się dzieje. Potem  pojawia się, stoi, patrzy i czeka.

– Carmen weszłaś tak cichutko. Nawet nie szurasz kapciami. Brawo. Co tam?

– Przyniosłam korespondencję dla pana Mateusza – dygnęła. Nie bardzo wiem po co.

Carmen, jak już wspomniałam pochodziła z Bzowa. W kartonowym pudełku przywiozła ze sobą trzy sukienki z falbanami w kolorze czerwieni, tylko w różnych odcieniach. W sztucznych pazurkach trzymała listy.

– Połóż proszę. Ładnie wyglądasz. – Delikatnie wyjęłam z jej szczupłych dłoni listy, skierowane do Mateusza.

– Dziękuję.

– Pięknie… Naprawdę! – mam nadzieję, że nie wierzyła w to co mówię, bo codziennie wyglądała identyko.

– Pani śniadanie… – ten piszczący głos drażnił mnie coraz bardziej.

– Postaw – ugryzłam rogalika, który od razu skojarzył mi się z zapomnianą, męska częścią ciała i poczułam się lepiej.

– Jak ci się Carmen układa z mężem? – pytałam, bo coś trzeba było mówić.

– Zmienił się – odpowiedziała nieśmiało.

– Postarzał się? – ciamkałam z rozkoszą, patrząc na jej sandałki.

– Nie, nawet nie to. Ciągle czegoś szuka.

– Czego taki Rysiu może szukać. Czystych majtek? Wódki? Oni bez przerwy czegoś szukają. Oj tam. Znajdziecie, każdy w końcu znajduje – konwersowałam, czując masełko orzechowe i ciepełko w ustach.

– Oby nie w kimś innym – spuściła wzrok.

– Tak Carmen. Każdy ma swoje problemy. Straciłam pracę. Skończyłam czterdziestkę i nie mam głowy do tego, żeby rozumieć. Możesz iść – ciamkałam – Przejedź tylko szmatką posążek Buddy. Bo może to przez ten kurz przestałam być ukochanym dzieckiem Wszechświata. – moja ręka wibrowała w powietrzu, wskazując zakurzone miejsca.

– Pan Mateusz, gdyby to słyszał byłoby mu trochę przykro. Kocha panią.

Dlaczego wszyscy współczują tylko Mateuszowi? Nie widzą mojego cierpienia?  Czego ona ode mnie chce?

– Szczęście już mnie dawno opuściło. Mam czterdzieści pięć lat i żadnych perspektyw na przyszłość. Dziennikarka roku to przeszłość. Nie pojadłam. Co mamy jeszcze dobrego w lodówce? – Lubiłam patrzeć na jej zdziwienie i rozczarowanie moją osobą.

– Wszystko co pani potrzebuje, żeby obejrzeć swój program. Po co pani to robi? Trzeba się ogarnąć i iść dalej – mówiła, przecierając posążek uśmiechniętego Buddy.

– Jak mam iść dalej? Jak jakaś młoda cipka zarzyna moje medialne dzieciątko – chodziło o mój program telewizyjny, który stworzyłam, i straciłam. Codziennie go oglądałam, płakałam, popijałam, obżerałam się. Musiałam. To było silniejsze ode mnie.

– Po co pani na to patrzy?

Carmen stanęła ze szmatą naprzeciwko mnie, a jej wypomadowane na czerwono usta zwinęły w dziwny dziubek.

– Carmen, proszę cię. Przynieś lody, chipsy i kielicha. I włącz ten telewizor.

– Dobrze, ale nie zmusi mnie pani, żeby oglądać go z panią. Proszę bardzo.

Tupnęła nogą i włączyła. Nie wytrzymywałam presji. Młoda, ładna. Musiałam sobie nalać. Wcześniej tego nie robiłam, ale w tej sytuacji… Bolało.

– Szanowni państwo w dzisiejszym programie „Kawa czy kawa z cukrem”, będziemy gościć znanego terapeutę – pana Vana.

Niestety dziewczątko, które mnie zastąpiło było młodsze jakieś o jakieś dwadzieścia lat, jej ciało było jeszcze sprężyste, włosy dłuższe i kręcone, w kolorze proponowanym w reklamach przez Joannę Brodzik. W każdym razie robiła wrażenie.

– Jesteś zasrańcu – gadałam do telewizora – terapeuta Van? Skąd go wytrzasnęłaś? Amatorka!

Znałam paru terapeutów, którzy pojawiali się jak grzyby po deszczu. Tego nigdy w życiu nie widziałam. To oznaczało, że byłam do tyłu,  z nowościami i trendami.

– To trudne – mądrował się pan Van – trzeba zmienić nawyki myślowe. Zmiany muszą dokonać się w nas samych. Co we wewnątrz, to na zewnątrz.

– To prawda – dodałam swój komentarzyk – jeśli w środku wygląda ten pan tak jak na zewnątrz, to gratuluję.

– Każdą terapię zacząłbym od zadania sobie pytania: czego tak naprawdę chcesz? Jeśli znasz odpowiedź na to pytanie, wszystko się zmienia, nakierowuje się samo.

– Że tak powiem – wiedziałam, co powie. Zawsze wiedziałam.

– Że tak powiem. Nasi rodzice już od dzieciństwa wpajali nam złe nawyki myślowe. Powiedzenia typu: jesteś niedobry, dzieci i ryby głosu nie mają, wyrobiły w nas nawyk autodestrukcji.

– Zasraniec – wytknęłam język do telewizora, bo nie dawało się tego znieść.

– Szanowni państwo. Nasz gość będzie odbierał telefony jeszcze przez pół godziny. Trzej pierwsi telewidzowie, którzy się do nas dodzwonią, będą mieli szansę na rozmowę na antenie i otrzymają w prezencie kosz pełen niespodzianek.

– Wolałabym torbę z twoją dedykacją, Carmen.

– Pan Mateusz podjechał – wiedziała, że cierpię.

– Jak to, o tej porze? Zabieraj to żarełko. Daleko nie chowaj.

3 en

Tomiki poetyckie Elżbiety Walczak “Słowa jak origami” Gdzie kupić? ZAMÓW TERAZ!

 

 

Ze słowami można zrobić wszystko: zniekształcić, upiększyć, i rozdać. Można je schować, zachować, a te spisane na papierze wyrzucić. Przepraszam, że wyznaję, ale ze słowami możesz zrobić co zechcesz, podobnie jak z orgiami.

„Słowa jak orgiami”, to czwarty tomik poetycki Eli Walczak, którym znajdziecie japońskie Haiku w tłumaczeniu Czesława Miłosza.

Wykorzystano w tomiku zdjęcia orgiami wykonane przez Gonzalo Garcia Calvo z Madrytu.

Gdzie kupić?

https://www.e-bookowo.pl/nowosci/slowa-jak-origami.html

https://www.e-bookowo.pl/nowosci/slowa-jak-origami.html

http://bookto.pl/ebook/252919-slowa-jak-origami

https://www.bajalibros.com/GL/Sowa-jak-origami-Elbieta-Walczak-eBook-1283741?crossFrom=AR

Tomik również ukazał się w Buenos Aires #BajaLibros

słowa jak origami okładka

 

 

Tomiki poetyckie Elżbiety Walczak “Tak ma na imię miłość” Gdzie kupić? ZAMÓW TERAZ!

“Tak ma na imię miłość”

„Na początku było Słowo, a słowo było u Boga, i Bogiem było słowo. Było ono na początku u Boga i powinnością bogobojnego mnicha jest powtarzać dzień po dniu, jednostajnie i z pokorą, ów jedyny i niezmienny fakt, z którego dobyć można niezbitą prawdę. Ale vide mus nunc per speculum et In aenigmate  / teraz widzimy poprzez obraz i w zagadce (łac) / , a prawda, nim staniemy z nią twarzą w twarz, wprzód pokazuje się nam po kawałeczku ( jakże nieczytelnym) w błędach tego świata, winniśmy zatem odczytywać z mozołem jej wierne znaki również tam, gdzie jawią się nam jako niejasne i prawie podsunięte przez wolę, bez reszty oddaną złu.”

Tak się zaczyna powieść Umberto Eco „Imię róży”. Przepiękna, prawie poetycka. Czytając ją miałam wrażenie, że każde słowo jest po coś i czemuś służy.  Zatrzymywałam się co jakiś czas, żeby celebrować słowa jakich używa autor.  Obrazy, które tworzyły się w mojej głowie w trakcie czytania były momentami,  również dziwne. Raz działały jak trujący środek farmakologiczny, innym razem jak balsam.  Kiedy skończyłam i dobrnęłam do przypisu, zachwyciłam się opisem powstawania tego dzieła. Zatrzymałam się na zdaniu: „Nic tak nie podnosi autora na duchu jak pomysł” i „Napisałem, bo właśnie na to miałem chęć”. Postanowiłam na bazie tekstu powieści stworzyć tomik poetycki, wykorzystując słowa, myśli i obrazy  jakich użył Umberto Eco w „Imieniu róży”.

Dlaczego?

Bo właśnie na to miałam chęć.

Gdzie kupić?

https://www.e-bookowo.pl/nowosci/tak-ma-na-imie-milosc.html

https://ksiegarnia.pwn.pl/Tak-ma-na-imie-milosc,724366569,p.html

https://ksiegarnia.pwn.pl/Tak-ma-na-imie-milosc,724366569,p.html

http://www.empik.com/ebooki,3501,s?q=walczak%20el%C5%BCbieta&qtype=basicForm&ac=true

https://www.e-bookowo.pl/nowosci/tak-ma-na-imie-milosc.html

http://www.naskarpie.net.pl/autor/El%BFbieta+Walczak

ZAMÓW TERAZ!

Tak ma na imię miłość

Tomiki poetyckie Elżbiety Walczak “Życiorysy” Gdzie kupić? ZAMÓW TERAZ!

“Życiorysy”

Obserwowanie życia, przyglądanie się twarzom, wsłuchiwanie się w słowa, te wypowiedziane przez ludzi i te, które chciałoby się usłyszeć, tworzą rodzaj bardzo szczególnego ogólnego życiorysu, z którego czerpiemy dla siebie. Każdy z nas jest inny, niepowtarzalny jednak wszystkich łączy jedno, to że istnieliśmy, istniejemy i będziemy istnieć z nadzieją, że ktoś, kiedyś opowie naszą historię.

„Życiorysy”, to piąty tomik poetycki wydany przez Elę Walczak.

Gdzie kupić?

https://www.e-bookowo.pl/poezja/zyciorysy.html

http://cyfroteka.pl/ebooki/Zyciorysy-ebook/p00614653i006

http://allegro.pl/zyciorysy-elzbieta-walczak-i6859613751.html

http://virtualo.pl/ebook/zyciorysy/208476/

https://ksiegarnia.pwn.pl/Zyciorysy,726378324,p.html

http://edyp.pl/9788394597559_2/Zyciorysy.html

https://www.orellfuessli.ch/shop/home/artikeldetails/yciorysy/el_bieta_walczak/EAN9788394597559/ID70208743.html

http://www.taniaksiazka.pl/autor/elzbieta-walczak

Podsumowanie ofert cenowych znajdziecie na http://wirgo.pl/9788394597559-zyciorysy

ZAMÓW TERAZ!

Życiorysy