Lato trwa 92 dni. Zaczynam podróż od Madrytu… (Elżbieta Walczak – Z pamiętnika Enamorady)

W niedzielę będę siedziała w samolocie lecącym do Madrytu. Zdjęcie jest z Ibizy, ale w sumie nie o to chodzi. Od dwóch dni biegam, żeby nie przeciążyć “ptaka”. Właśnie sobie uświadomiłam, że jakiś czas temu też leciałam i bieganie na nic się z dało w momencie, kiedy za mną  wsiadało czterech muzułmanów. Pamiętam jak przez mgłę ten przelot, bo jeden z nich siedział koło mnie:
– Dzień dobra. Pani sama?
– A kto pyta?
– Osama. Dziękuję, że wsiadła pani do tego samego samolotu. Co pani robi?
Nie wiedziałam o co pyta, bo właśnie trzymałam rękę na nożyku do krojenia jabłek. Z ruchu warg ustaliłam, że jednak o mój zawód.
– Jestem dystrybutorem kosmetyków Krystyna Janda – przecież nie powiem, że aktorką. Zakochują się od razu.
– Piękny zawód. Zamówię Martini.
– Tak, poproszę. Przebierałam nogami i czułam, że miejsca, w których do tej pory najczęściej się pociłam siedząc przy facetach, po prostu wiór. Wypiłam duszkiem Martini od Osamy.
– Szybko pani pije. Zamówić następne?
– Tak, poproszę.- Poczułam muskanie jego warg na swojej dłoni. Siedziałam jak kołek, wbita w fotel.
– Ma pani coś do ukrycia? – zapytał poprawiając kefiję , ten biały stożek na głowie. Spojrzał na mnie i przybliżył usta – Widzę, że nosi pani w sobie ciężary. Co wewnątrz, to na zewnątrz. Musi się pani ich pozbyć. Wiszą u szyi i ramion.
Spojrzałam, a jemu wisiało coś na szyi.
– Kamikaze? – zapytałam ale nie wiedziałam po co.
– Pięknie to pani powiedziała. Przy pani mam w sobie ładunek E Madrid. Waży jakieś 80 kilo, tyle co ja. Zmierzmy się z tym razem. Seńora zbladła? Martini?
– Tak, poproszę. Te ciężary nie pozwalają się ruszyć…- pierdolnęłam podwójne Marini i osunęłam się pod fotel.
– O! sama pije, to za szybko pije w Ramadan. A mogło być tak pięknie…O czym to ja mówiłem?
Nagranie audio opowiadania
el mar3
Zapraszam do polubienia mojej strony
Advertisements

Zakochana w życiu z wzajemnością

ODCINEK XI

ENAMORADA – ZAKOCHANA W ŻYCIU Z WZAJEMNOŚCIĄ

 

 

  W ostatnich odcinkach brazylijskich seriali zawsze wszystko się wyjaśnia. Kto kogo kocha naprawdę. Kto jest czyim ojcem, bratem, siostrą i kto zapłaci ostatnią ratę za dom. Zawsze chciałam wiedzieć, kto pisze scenariusze takich tasiemców. Po serialu o Orerio Manchego, ukazał się nowy brazylijski serial „Enamorada”, po polsku to znaczy „zakochana”. Po obejrzeniu siódmego odcinka wyglądało na to, że ktoś chyba przeczytał książkę mojego Mateusza i zrobił z tego serial. Bohaterowie byli podobni do nas, ich życie również. Oglądając trzydziesty odcinek pomyślałam głupio, że gdybym tak żyła, to chyba zapisałabym się na poważną terapię. Siedziałam i zastanawiałam się nad nami. No nade mną i Mateuszem. Ale nasz terapeuta Krzyś, przecież już nas badał, testował i skasował niezły szmal za to, że mieliśmy problemy. Nasze życie to taki chaos, który czasami trudno ogarnąć. Może będzie lepiej jak sami o tym porozmawiamy. W którąś niedzielę postanowiliśmy podsumować nasze życie i zastanowić się czego tak naprawdę oboje potrzebujemy. Trzeba było od czegoś zacząć. Czyli od oczyszczenia atmosfery. Powiedzenia sobie co nam przeszkadza w naszym związku, a co pomaga. Marysia wniosła kawę. Rozsiedliśmy się wygodnie. Wzięliśmy zeszyty, każdy swój i długopisy, które dostaliśmy od Kwiatkowskich. Postanowiliśmy zapisywać wszystko to, co było dobre w naszym życiu i wszystko to, co chcieliśmy zmienić. Taki prywatny couching. Terapia znaczy. Mateusz „przycwaniaczył”, czułam, że nie będzie wiedział, jakie pytania zadawać, więc obłożył się książkami z psychologii. Ja też nie wiedziałam o co pytać. Przed naszym spotkaniem na kozetce, wysłuchałam  afirmacji jakiegoś buddy, bo przecież od pół roku ćwiczyłam jogę. Niewiele to dało, bo chodziło o całość mojego życia, a nie tylko o fragment związany z Mateuszem. Ja nie opisałabym miłości, nie potrafiłabym. A ci wszyscy mędrcy potrafili. Tylko na czyje potrzeby? Czasami mam wrażenie, że na swoje własne. A więc postanowiłam ułożyć własny plan i stworzyć własne definicje. Wiedziałam, że mój mąż, jak każdy facet, wstydzi się i boi takich rozmów. Miał coś w rodzaju erytrofobii, lęku przed wstydem i rumieńcem. Robił się buraczkowy. Swoją drogą to jakaś masakra (lubię to słowo), że można zdefiniować każdą myśl i nazwać to lękiem przed czymś.

– Ela, zaczynamy? Bo jak nie, to włączę telewizor.

Spojrzałam na niego. Sam chciał zacząć rozmowę. A więc to znaczyło, że ja się boję?

– Tak kochanie jestem gotowa – powiedziałam bez przekonania.

– Otwieraj zeszyt, bo mam parę pytań do ciebie. Rozluźnij się. I wyrzucamy śmieci z głowy na nasz temat – nacisnął długopis Kwiatkowskiej. – Jakie masz negatywne myśli na mój temat? – zapytał nie otwierając żadnej książki.

– Najbardziej przeszkadza mi w tobie… – zaczęłam i spojrzałam w notatki – że nie potrafiłeś zaakceptować tego, że zostałam zwolniona z pracy i siedziałam pół roku w domu przed telewizorem.

Patrzył na mnie i nie rozumiał.

– Czy to jest bardzo negatywna myśl z przeszłości?

– Bardzo – odpowiedziałam.

– To musisz ją zmienić.

– Co?

– No swoją negatywną myśl. Musisz zmienić na pozytywną. Pisz: Wierzę, że mój Mateusz, kiedy zostałam zwolniona z pracy, wspierał mnie i kochał jak tylko potrafił. A teraz powtórz.

– Co?

– Przeczytaj Ela na głos i afirmuj tę myśl, przez dwadzieścia jeden dni. To pomaga i przekształca myśl negatywną w pozytywną.

Był przygotowany. Przeczytałam na głos i oblałam się rumieńcem.

– Droga Elu, podstawową pracą nad sobą jest mowa ciała – byłam w szoku.- Od dziś proszę, żeby zakładała biustonosz.

– Mateusz, to bez sensu.

– Wiem. Na jakim etapie jesteśmy kochanie, według ciebie? –przemawiał jak Kwiatkowska. – Chcesz poukładać chaos. Tylko ja nie wiem czego ten chaos dotyczy, bo jestem szczęśliwy. „Jeśli kochasz całość z powodu tego co szczególne i jeśli kochasz to, co szczególne, a zakochana jesteś w całości. Oto prawdziwa miłość”. Przeczytałem myśli twojego buddy.

– Nie mam do ciebie więcej pytań – odłożyłam zeszyt i długopis. – Włącz telewizor.

Właśnie szła „Enamorada”.

 

 

https://www.gandalf.com.pl/os/walczak-elzbieta/

 

http://www.empik.com/szukaj/produkt?author=walczak+el%C5%BCbieta

 

https://www.legimi.pl/wydawnictwo/elzbieta-walczak/

 

https://www.legimi.pl/ebook-zakochana-brzmi-jak-enamorada-elzbieta-w

 

https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/elzbieta-walczak.html

 

http://allegro.pl/zyciorysy-elzbieta-walczak-i6899046471.html

 

https://www.ceneo.pl/52560658

 

http://virtualo.pl/elzbieta-walczak-a65101/

 

https://ebookpoint.pl/ksiazki/slowa-jak-origami-elzbieta-walczak,s_001v.htm

Elżbieta Walczak ;Enamorada (Zakochana) fragment

 Początek

 

Jestem bezrobotną dziennikarką. Mam czterdzieści pięć lat. Parę dyplomów i certyfikatów, które wiszą nad biurkiem. Nigdy nie dostałam długopisu ani zegarka w podziękowaniu za wysiłek jaki włożyłam swoją pracę. Moje zmarszczki zaczęły się przenosić przez ekran telewizji. Komuś to przeszkadzało. Moim widzom chyba nie. Zwolnili mnie tak, po prostu, po piętnastu latach wkładania energii, wysiłku i realizowania moich pomysłów dla kogoś. Obraziłam się na świat. Od pół roku siedzę w domu. Oglądam seriale, ćwiczę pilates i jogę, dużo czytam. Jeden serial nawet mi się spodobał. Jestem pod wrażeniem Orerio Manchego i jego żony, która nigdy się nie dowie, że zdradzał ją z Juanitą i brzydką Laurą. Ona go nie zdradzała, ale myślała o innych. To też jest zdrada.

Coś się jednak zmieniło w moim życiu. Może wpływ miało na to feng-shui, którym zainteresowałam się z nudów. Sztuka feng-shui odnosi się do sfer życia, na które jako ludzie możemy mieć wpływ. Kształtując odpowiednio kierunek Ti oraz Ren zyskujemy odmianę swojego losu. Kupiłam kilka symboli, które powiesiłam chyba nie po tej stronie, co powinnam, bo nic się nie zmieniło. Czekałam na propozycje pracy oglądałam codziennie program telewizyjny, który stworzyłam, a jakaś młoda cipka zarzynała go na moich oczach. A więc poczytałam i dowiedziałam się, że moje feng-shui to wszystko, co skierowane na północny zachód. Wszystko, co skierowane w innym kierunku, to porażka. Przewiesiłam gadżety i zdjęcie mojego męża w tym właśnie kierunku. Czy bardziej mnie kocha – nie wiem.

Mateusz jest poważnym biznesmenem. Prezesem spółki MATELA. Ładna nazwa, kobieca. Jesteśmy małżeństwem od wielu lat. Udanym? Czasami strzelamy fochy, a czasami nie. To, co dzieje się w naszym życiu teraz, to niezły scenariusz na serial polsko-brazylijski. Poskładałabym z tego tysiąc trzysta odcinków.

Byłam pod wielkim wpływem brazylijskiego serialu o seniorze Manchego, dlatego Marysię, naszą służącą z Bzowa, nazwałam Carmen. Taka walka z nudą. Ten stan sprawiał, że kłóciliśmy się z Matim przynajmniej raz w tygodniu. Nie było o co, tak naprawdę, ale wydawało mi się, że wszystko jest przeciwko mnie. Sama stworzyłam klimat, w którym nie potrafiłam się odnaleźć, więc zaczęłam wymyślać swój nowy scenariusz na życie. Długo nie wiedziałam o co mi chodzi. Po pół roku chyba jednak przyzwyczaiłam się i pokochałam ten czas. Nazwałam ten stan swoją prywatną brazyliadą.

 

 

ODCINEK I

CZAS NA ZMIANY

 

Ustawiłam kwiaty za blisko szyby. Oparły się o nią i wyglądały jakby spały. Panująca w tym domu cisza usypiała nawet je. Zegar na ścianie pokazywał piątą rano. Mateusz wstaje za godzinę. Do tego czasu spróbuję poćwiczyć jogę. W zasadzie nic o niej nie wiem, ale to może dobry moment żeby zacząć. Wzięłam do ręki książkę, którą sprezentował mi mój mąż i zastanawiałam się, dlaczego to zrobił? Dlaczego dał mi właśnie to? Otworzyłam na przypadkowej stronie i trafiłam na rozdział zatytułowany „Wyciszanie emocji”. Czy jego zdaniem jest we mnie czegoś za dużo? Spojrzałam na śpiącego Mateusza. Oddech miał równy. Usta nie wykrzywiały się już w dziwnym grymasie, jak pół godziny temu. W każdym razie dało się patrzeć. Z kranu ciekła woda, zaczęło mnie to rozpraszać. Przymknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem na kubańskiej plaży. Lubię Kubę, ale nigdy tam nie byłam. Kapiąca woda przypominała dźwięki piosenki „Chan Chan” Buena Vista Social Club. Zanuciłam ją po cichutku, przerzucając w wyobraźni w palcach piasek i muszle. Wtórowałam oddechowi, który słyszałam. Pulsowaliśmy razem, uśmiechnął się do siebie. Nagle poczułam lekki smrodek, który zaleciał w moją stronę. To normalne – pomyślałam. Przez lata małżeństwa doświadczyłam wszystkiego prywatnie i zawodowo. Myśli o Kubie oddaliły się równie szybko jak się pojawiły. Zerknęłam na zegarek. Zostało mi piętnaście minut do momentu, w którym usłyszę budzik w jego telefonie. Poszłam do łazienki. Wracając stanęłam przy kartach rozłożonych na nocnym stoliku. W zasadzie bezmyślnie je tylko liczyłam popijając ziołową herbatkę, kiedy poczułam jego chłodną dłoń na swoim karku. Nie odwróciłam się.

– Znowu stawiasz pasjanse, Ela? Krawat mi popraw. Mam spotkanie z zarządem. Spóźnię się – stanął przede mną podciągnął głowę do góry i czekał, jak zwykle.

– Zarząd ma jakieś imię? – spytałam, bo pachniał nową wodą toaletową. Nie patrzyłam na niego.

– Foch? Znowu? – Myślę, że właśnie zaczesywał nażelowany pióropusz i czyścił palcem zęby. Ohyda.

– Kiedy wrócisz, Mati? – nie odrywałam wzroku od kart, bo nie dało się patrzeć na ten poranny cyrk.

– Nie wiem, jak się przedłuży, to dam ci znak.

– Jak ci się wydłuży, to też daj znak – podniosłam głowę, żeby zobaczyć jego reakcję.

– Ela, proszę cię. Te twoje żarciki już mi się przejadły.

Mateusz codziennie rano odbywał ten sam rytuał. Błękitna koszula, żel na włosy kretyński czerwony krawat. Zawsze się śpieszył. Po prostu petarda: szafa, lustro, toaletka, żel, teczka kurteczka i już go nie było. Prawie, bo zatrzymał się w drzwiach i wrócił do lustra.

– Zrób dzisiaj paellę. Albo nie, same krewetki zrób. Lustro przetrzyj, bo zniekształca. Żelu zabrakło, zadzwonię do Kwiatkowskiej.

Kwiatkowska, to nasza sąsiadka. Dystrybutor kosmetyków.

– Po co mi o tym mówisz? – spytałam i wypięłam pupkę w jego stronę. Nie zauważył, przeleciał koło mnie.

– Czas… Czas mnie goni. Ostro i do przodu! Jak się prezentuję? Hę? Dam im dzisiaj popalić. Nie siedź godzinami przy komputerze i zostaw te karty. Miłego dnia.

Od pół roku życzy mi miłego dnia! Czasami mówię do siebie. Mój monolog wewnętrzny, który musi się uzewnętrznić jakoś. Podniosłam żel, żeby sprawdzić faktyczną zawartość i monologowałam.

„Urocze. Kosmetyki Kwiatkowskiej. Wiem do czego pijesz, Mateuszu. Dystrybutora chce ze mnie zrobić. Kretyn. Witam, doniosłam panu pachnidła na lata całe. Polecam. Dońa Ela”.

Spojrzałam na siebie w lustro i stwierdziłam, że faktycznie zniekształca. Biodra jakby szersze, znalazłam dwa włosy na brodzie, nową zmarszczkę i nowy pieprzyk na czole. „Ja pitolę był wcześniej czy nie? – dotykałam swojej twarzy. – Czegoś ci brakuje Elu. Żelu? Miłości? Radości?” – Spojrzałam w lustro, a z tyłu, za mną, stał wielki hiszpański kok we włosach.

Carmen moja służąca z Bzowa zawsze pojawia się cicho, bezszelestnie. Najpierw obserwuje przez dziurkę od klucza, co się dzieje. Potem pojawia się, stoi, patrzy i czeka.

– Carmen weszłaś tak cichutko. Nawet nie szurasz kapciami. Brawo. Co tam?

– Przyniosłam korespondencję dla pana Mateusza – trzymała w ręku srebrną tacę, na której leżały rogale, poranna prasa i list, ale nie do mnie.

– Połóż proszę. Ładnie wyglądasz – przejęłam zawartość z jej dłoni.

– Dziękuję.

– Pięknie… Naprawdę! – Mam nadzieję, że nie wierzyła w to co mówię, bo codziennie wyglądała identyko.

– Pani śniadanie…- ten piszczący głos drażnił mnie coraz bardziej.

– Postaw. – Ugryzłam rogalika, który skojarzył mi się z zapomnianą, męską częścią ciała i poczułam się lepiej.

Mężczyźni zawsze odgrywali w moim życiu ważną rolę. Chociaż ostatnio im bardziej oddalam się od Mateusza, tym bardziej zapominam ile znaczyliśmy dla siebie w przeszłości. Miałam wrażenie, że byłam owładnięta wyłącznie obsesją braku seksu.

Gdzie kupić? Zamów teraz!

https://www.gandalf.com.pl/os/walczak-elzbieta/

 

http://www.empik.com/szukaj/produkt?author=walczak+el%C5%BCbieta

 

https://www.legimi.pl/wydawnictwo/elzbieta-walczak/

 

https://www.legimi.pl/ebook-zakochana-brzmi-jak-enamorada-elzbieta-w

 

https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/elzbieta-walczak.html

 

http://allegro.pl/zyciorysy-elzbieta-walczak-i6899046471.html

 

https://www.ceneo.pl/52560658

 

http://virtualo.pl/elzbieta-walczak-a65101/

 

https://ebookpoint.pl/ksiazki/slowa-jak-origami-elzbieta-walczak,s_001v.htm

Odcinek XIII “Drugie życie”

 

Drugie życie

 

Musiała jeszcze tylko zrobić tort urodzinowy, z przepisu zamieszczonego w  leżącym przed nią kolorowym czasopiśmie, które przeglądała jedząc świeżą, jeszcze ciepłą bułkę, i pijąc kawę z mlekiem. Lubiła kwiaty, stawiała na stole zawsze świeże, poprawiała obrus, i myślała o życiu, jakie chciałaby prowadzić kiedyś. Czytała ulubione rady, z których dowiadywała się, że łatwiej jest, kiedy określa się cel, i gdy wie się, czego się chce. Nauczyła się odkrywać przed sobą pragnienia, nie ukrywając niczego. Pisała codziennie w specjalnym zeszycie plan na każdy dzień. Wieczorem sprawdzała efekty i postępy. Najbardziej lubiła soboty – dni w których można było pozwolić sobie na rozmyślanie o życiu. Wiedziała również, że odlicza godziny, dlatego chłonęła minuty każdym zmysłem.

Szła ulicami Sewilli, kochała to miasto najbardziej. Patrząc na wystawy sklepowe marzyła o niebieskiej sukience, którą rano widziała na zdjęciu w swoim czasopiśmie. Pragnęła, by w ten szczególny dzień wszystkie jej ukochane marki miały na sobie metkę z napisem „obniżka”. Gdyby starczyło jej cierpliwości, przechodząc dwie przecznice dalej, jej marzenie byłoby rzeczywistością. Kochała życie za komercjalizm. Kochała w równym stopniu wysokich i niskich, bogatych i biednych, szczęśliwych i tych nienasyconych rozpaczą. Kochała świat za to, że kręci się w nim filmy.

Zatrzymała się przed wystawą cukierni, w której można było kupić torty urodzinowe. Przyglądała się cenom, ale wydawały jej się zbyt niskie w porównaniu do pracy, jaką ktoś przy nich wykonał. Patrzyła na swoje odbicie w szybie wystawowej. Poprawiła sukienkę w zielonym kolorze, i włosy, które wydawały się zbyt krótkie dla kogoś, kto chce być aktorką. Obcasy były z pewnością zbyt wysokie, a plecak zarzucony na plecy zupełnie nie pasował do całości. Ale tego dnia wydawało jej się, że absolutnie wszystko może się wydarzyć. Wszystko, czego zapragnie.

– Czy może pani odejść z tego miejsca, bo za chwilę będziemy tu kręcić sceny filmowe – młody mężczyzna mówił do niej, patrząc w szybę wystawy.

– Jaki film? – spytała.

– „Adopcja, Śmierć, Życie” – dziwny tytuł, ale treść całkiem spoko.

Pomyślała właśnie o tym, że jej myśli uzewnętrzniają się w jakiś dziwny sposób. Śmierć, która nigdy nie była marzeniem, tylko obcą myślą, często towarzyszy w jej życiu. Jakby pragnęła za wszelką cenę się spełniać, jak miłość i pożądanie. Spojrzała na niego, a jej oczy mówiły: „Czegokolwiek dziś zapragniesz, spełni się”.

– Jesteś aktorką? Bo wyglądasz świetnie. Poszukujemy na plan paru statystów. Masz czas?

– Może – odpowiedziała, zaczesując włosy.

Spojrzała na drugą stronę ulicy. Z samochodu wysiadła kobieta. Nie mogła rozpoznać jej twarzy, bo była zbyt daleko, ale z pewnością widziała ją dzisiaj w kolorowym piśmie. Miała je w plecaku. Wydało się, że waży więcej niż w rzeczywistości, że jest niższa niż na zdjęciu, i że garsonka, którą ma na sobie, zupełnie do niej nie pasuje.

– Kto to? Salma Hayek? – spytała.

– Hayek – odpowiedział mężczyzna z pewnością i dumą małego chłopca.

Spojrzała na nieznajomego i miała ochotę zjeść z nim dziś urodzinową kolację, a potem pójść z nim do łóżka. Chciała za wszelką cenę poszerzyć granice swojej świadomości. Miała za mało czasu, by pragnąć zbyt wiele.

Pozwolono zagrać jej rolę kucharki. Filmowa kuchnia w niczym nie przypominała prawdziwego domu. Zapachy stęchlizny, wypożyczonego pomieszczenia, mieszały się z zapachem nieodświeżonych kostiumów. Talerze, które miała stawiać na stole, były stare i popękane. To, co czuła nie było prawdziwe. Wydawało się jej, że jest kobietą z czasopisma, sztuczną i plastikową, chwalącą swoje przepisy kulinarne.

– Nieźle. Nieźle pani idzie, jak na statystkę – zwróciła się do niej Salma Hayek. Napijmy się razem normalnej herbaty.

Była w innym świecie, oddalonym od obniżek cen i marzeń o niebieskiej sukience. Chciała, żeby to był początek jej szczęścia. Miała nadzieję, że kolacja będzie pyszna. Że kwiaty na stoliku będą prawdziwe i że pozna prawdziwego kucharza, który powie jej, jak przyrządzić kaczkę w pomarańczach. Właśnie takie danie miała postawić na filmowym stole. Nie lubiła udawać. Chciała, żeby ktoś ukradkiem zrobił jej zdjęcie, które ukaże się za tydzień w tej właśnie gazecie. Miała dwie godziny przerwy i pierwsze pieniądze zarobione w filmie.

– Widziałam taką. – Salam Hayek wzięła do ręki jej kolorową gazetę. Na piątej stronie stała obok Antonio Banderasa. – Dwie przecznice dalej. Wielka wystawa i wielkie obniżki. Podoba ci się?

– Tak, chyba tak – odpowiedziała nieśmiało, bo nie wiedziała, co jest fikcją, a co rzeczywistym pragnieniem.

– To zasuwaj. Masz dwie godziny. Naprawdę dobrze ci idzie.

 

*

 

Stanęła przed wystawą.

– Zakupy? – zapytał Jose. Tak miał na imię nieznajomy z porannego spotkania. – Chodź, wejdziemy razem, doradzę ci.

Usiadł na sofie i przyglądał się kobiecie, która wyszła z przymierzalni w niebieskiej sukience z falbanami, w butach na zbyt wysokich obcasach, z zarzuconym na ramię plecakiem.

– Podoba mi się – powiedział. – Masz swój styl. Jest nie do podrobienia. Masz piękne włosy. W ogóle jesteś piękna.

Doszedł do niej i złapał za ręce.

– Wszystkiego najlepszego.

– Skąd wiesz, że mam urodziny? – Była zaskoczona i niewiarygodnie szczęśliwa.

– Podpisałaś przed chwilą umowę. Zerknąłem na nią ukradkiem. Zjesz ze mną urodzinową kolację?

– Może. – Zerknęła na zegarek.

– Śpieszysz się? – Miał szczerą nadzieję, że nie odmówi.

– Odliczam godziny. – Uśmiechnęła się do niego.

Niebieska sukienka należała do niej. To już kolejna myśl, która urzeczywistniła się tego dnia.

Wrócili na plan. Stanęła przy filmowym zmywaku. Nie chciała być ani zbyt wiarygodna, ani zbyt sztuczna w tej roli. Odwróciła głowę. Salma Hayek dała ręką znać, że może podejść do stołu i podać obiad.

– Tak proszę pani, już idę. – Biały fartuch był źle dopięty. Bała się, że ktoś zauważy to niedopatrzenie.

– Ktoś puka. Możesz otworzyć?

Położyła talerze na stole i stała. Nie wiedziała, w jakim tempie powinna to zrobić. Czy pobiec w ich kierunku – czyli tak, jak czuje, że powinna to zrobić? Czy iść dostojnie, dając czas kamerze na atrakcyjne ujecie? Wiedziała, że chodzi pięknie. Uczyła się tego w szkole dla modelek.

– Jesteś nieuczesana. I popraw fartuch.

Zapomniała, że jeszcze musi nastąpić ta kwestia.

– Oczywiście – odpowiedziała.

W drzwiach stała pulchna aktorka, która grała siostrę Salmy Hayek. Poinformowała ją, że jej filmowy mąż uciekł ze służącą.

 

*

 

Siedzieli w najlepszej restauracji w mieście. Znaleźli reklamę tego miejsca w kolorowym czasopiśmie z plecaka. Oboje zasłużyli na ten luksus. Zamówili kalmary.

– Napijesz się czegoś? – zapytał, sprawdzając ceny.

– Poproszę, tylko wodę.

– Ja też w zasadzie nie piję. W takim razie zjedzmy tutaj, a potem zapraszam cię do siebie na pyszne wino, z winnicy moich rodziców.

To znaczy, że był bogaty. Ona w zasadzie też. Rodzice zostawili jej w spadku pokaźny dom.

– Ładna ta sukienka. – Trochę niezdarnie docierali do siebie. – Wyglądasz, jakbyś była namalowana na obrazie. Chciałbym umieć tak malować.

– A kiedy ty masz urodziny? – Delikatnie dotykała ust kieliszkiem napełnionym wodą. Chciała, żeby zobaczył koniuszek jej języka.

– Za dwa miesiące.

– Zapraszam cię już dziś na kolację urodzinową, do jakiegoś fantastycznego, kolorowego miejsca. Sam je wybierzesz.

– Jesteś jakaś przygnębiona, czy mi się wydaje?

Nie opowiedziała mu o śmierci rodziców, i o groźbie raka, która wisi nad nią jak klątwa. Wolała, żeby nie wiedział tego wszystkiego.

– To tylko wrażenie. – Miała nadzieję, że chodzi mu wyłącznie o wyraz jej oczu w tym właśnie momencie.

Ich seks tej nocy był niezręczny, mechaniczny, była w tym akcie jakaś uprzejmość, którą czuła od samego początku. Niczego jej potem nie obiecywał, nie przysięgał, że nie ma innej, bo nawet o to nie zapytała. Leżeli w ciszy oglądając telewizję i przeglądając kolorowe gazety.

– Nie chciałbym mieć nigdy raka, to podobno dziedziczne. – Czytał artykuł, który ona przeczytała już rano. – Dobrze, że jesteśmy w młodym wieku. Nam to nie grozi. Bałbym się być z kobietą, która dziedziczy jakieś skazy. To z pewnością mogłoby zagrażać potomstwu.

– Każdy ma jakieś skazy – odwróciła głowę, żeby nie zobaczył jej łez.

– Mój ojciec był alkoholikiem, ale nie odziedziczyłem tego po nim. Chciałbym, żebyś była sławna, jak Salma. – Głaskał jej plecy i nawet nie poczuł, że drży ze strachu. – Chciałbym, żebyś nie ścinała więcej włosów. Tak pięknie będą wyglądać, kiedy będziesz leżeć, a ja będę patrzył i ich dotykał. Tak jak teraz.

Nie miał pojęcia, że ścięła włosy po pierwszej chemii. Pachniał perfumami, które oboje dzisiaj kupili, ale nie na tyle pięknie, żeby wyjść za niego za mąż.

– Przyjdziesz jutro na plan? Może coś jeszcze znajdzie się dla ciebie.

– Może – odpowiedziała, ale była raczej pewna, że w tej chwili czuje się zwykłą kobietą i nie chce być podziwiana, tylko szczerze kochana.

– Spójrz na ten przepis. Napijmy się takiej kawy. Zamówię, dobrze?

– Dobrze.

Tak bardzo chciała opowiedzieć komuś swoją historię, ale nastąpiło jutro. Nie pojawiła się na planie. Zawieziono ją do szpitala, którego nigdy nie opuściła. Właśnie tam urodziła syna. Został poczęty tej właśnie nocy. Był szczęściarzem, bo miał wszystko, kiedy mieszkał w niej. Miłość, bez skazy.

Jose nigdy nie zobaczył swojego dziecka.

– Może w drugim życiu – powiedział do siebie, przeglądając kolorowe czasopismo, które pożyczył od Juanity Alvarez.

 

*

 

Wysłałam to opowiadanie do wydawcy. Spodobało się, więc poprosił mnie o rozbudowanie tematu i napisanie więcej. Wróciłam do scenariuszy i na plan filmowy.

 

ODCINEK XIV

Enamorada musi trwać

Zakochana brzmi jak enamorada

Gdzie kupić? Zamów teraz!

https://www.gandalf.com.pl/os/walczak-elzbieta/

 

http://www.empik.com/szukaj/produkt?author=walczak+el%C5%BCbieta

 

https://www.legimi.pl/wydawnictwo/elzbieta-walczak/

 

https://www.legimi.pl/ebook-zakochana-brzmi-jak-enamorada-elzbieta-w

 

https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/elzbieta-walczak.html

 

http://allegro.pl/zyciorysy-elzbieta-walczak-i6899046471.html

 

https://www.ceneo.pl/52560658

 

http://virtualo.pl/elzbieta-walczak-a65101/

 

https://ebookpoint.pl/ksiazki/slowa-jak-origami-elzbieta-walczak,s_001v.htm

 

Czym jest przekaz myślowy w wierszu

Dobrze jest zacząć takie rozmyślania od Arystotelesa. Wszyscy wiemy kto to jest, ale niewielu z nas miało kontakt z jego dziełami…(przeczytajcie  Politykę, a zorientujecie się dlaczego w tych czasach powinno się czerpać z jego mądrości)

Słowo poietike – oznacza produktywna, przemysłowa. Jest to bardziej rzemieślniczy sens tego słowa. Homer czy Platon  nie wspominają w tym rzemiośle o natchnieniu. Byli techne poietike czyli rzemieślnikami wytwórczymi. Według nich poezja, to sposób na generalizowanie i lepsze rozumienie świata.

To tyle, w oparciu o Wikipedia.

Jako osoba pisząca poezję jestem zainteresowana wyłącznie takim tłumaczeniem. Tak, to jest rzemiosło i praca. Jako twórcę najpierw interesuje mnie sytuacja (podobnie jak Arystotelesa), dopiero potem uczucia, i nigdy nie czekam na natchnienie. Dlaczego prawda jest taka okrutna, skoro większość czytających wiersze upatruje w tym jedynie piękno? Ponieważ, podobnie jak każda umiejętność musi zostać wypracowana.

Przejdźmy zatem do duszy.

„Przyjemność życia jest przyjemnością płynącą z ćwiczenia duszy, to jest bowiem prawdziwe życie”. – Arystoteles

W zasadzie tylko Wikipedia dokładnie wie, czym jest dusza. Choć osobiście nie lubię o niej myśleć jak o części żelazka, to wierzę w to, że każdy człowiek jest osobnym bytem. Nie lubię się również mądrzyć na ten temat, ale dorastanie w sensie mentalnym czy umysłowym, to jest jednak wysiłek. Nie wiem jaki to ma związek ze mną, ale gdybym nie pisała codziennie, moja dusza powiedziałaby fuck- off, dziewczynko. Skoro nie jesteś zainteresowana  wysiłkiem w tej materii, to mówię adios. Brazyliada z duszą polega na tym, że dosyć trudno ją potem namówić na rozwój w tej samej dziedzinie. To jest właśnie prawdziwe życie.

Wróćmy do poezji. Na początku każdy pisze z pewnością z ciekawości. Kiedy widzisz, że to działa na odbiorcę, wtedy zaczyna się przyjemna praca nad rozwojem rzemiosła. Niestety, tych  którzy myślą, że pisze się pod wpływem emocji muszę rozczarować. Po napisaniu pięćsetnego wiersza, nie da się czerpać z tego samego źródła, czyli z jednej, czy nawet kilku przeżytych miłości. Poeci (w sensie mężczyźni mają łatwiej) lubią prowokować nowe miłości, żeby skrobnąć jakiś wiersz. Kończy się to różnie, ale przecież mają łatwiej, więc prowokują kolejną. Kiedy przestaje się pisać w oparciu o przeżyte miłostki (mówię już wyłącznie o sobie), zaczyna się widzieć dużo więcej. Ja zaczynam wyciągać wnioski. Dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwa twórczość, bo przestaję kłamać, imaginować, wymyślać, cudować. Jak mi brakuje weny, to proszę swoje dziecko, żeby dokleiło teatralne sztuczne łzy, i mówię; Płacz dziecino, żebym zobaczyła jak wygląda smutna twarz, bo dawnego tego nie widziałam, a muszę napisać niesamowicie smutny wiersz.(Mam nadzieję, że tego nie przeczyta)

Oczywiście, możesz teraz powiedź; Co ta kobieta mówi? A Federico Garcia Lorka? Przecież jego wiersze były przesiąknięte tęsknotą za miłością. No tak – odpowiem – bo cóż on mógł wiedzieć o starzeniu się i życiowej mądrości, skoro dożył tylko czterdziestki. Do tego wieku tylko się kocha. Gdyby żył dłużej z pewnością wysnułby jakieś konkretniejsze wnioski. Inni poeci być może żyli dłużej, ale umierali na suchoty. Bo z pewnością nie od nadmiaru miłości.

Moje wnioski na temat poezji.

Mimo, że się różnimy doświadczeniami, przeżyciami i nie czytamy tych samych książek, to reagujemy podobnie. Coś nas emocjonuje albo nie. I prawie zawsze wiemy dlaczego tak się dzieje. W grę wchodzą po prostu emocje, dobre albo złe. Chociaż wiem, że nie wszyscy mnie czytają, podobnie jak Woody Allen wie, że jego filmów nie oglądają mieszkańcy wsi, to po napisaniu kilkuset wierszy będę to robić dalej, chociażby po to, żeby zostawić po sobie ślad.

Dlatego „Non omnis moriar”. Żyjcie i pozostawiajcie po sobie ślady. Najlepiej na Wikipedii.

blog

Zapraszam na swoją stronę

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=aymt_homepage_panel

Elżbieta Walczak zbiór opowiadań “Nienasycenie” Gdzie kupić? Zamów teraz. Opcja zniżka – wakacyjnie do koszyka.

Od  autora

 

A może jesteś tylko częścią niczego, jakiejś niezrozumiałej, głęboko skrywanej tajemnicy Wszechświata, który eksperymentując próbuje dopasować Cię do całości. A może nie chcesz być częścią żadnych wizji. Jeśli potrafisz skonfrontować się ze swoimi lękami, pytaniami o prawdę, to z pewnością Drogi Czytelniku zbiór opowiadań „Nienasycenie” jest dla Ciebie.

GDZIE KUPIĆ?

http://www.taniaksiazka.pl/ebook-nienasycenie-zbior-opowiadan-mobi-epub-p-98http://www.empik.com/nienasycenie-zbior-opowiadan-walczak-elzbieta,p1186223081,http://virtualo.pl/ebook/nienasycenie-zbior-opowiadan-i220916/?abpid=1316&https://woblink.com/ebook/nienasycenie-elzbieta-walczak-36481?abpid=https://www.legimi.pl/ebook-nienasycenie-zbior-opowiadan-elzbieta-walchttps://ebookpoint.pl/ksiazki/nienasycenie-zbior-opowiadan-elzbieta-walchttps://www.ravelo.pl/nienasycenie-zbior-opowiadan-elzbhttp://edyp.pl/9788394597573_2/Nienasycenie-Zbior-opowiadan.html?abpid=1

http://virtualo.pl/ebook/nienasycenie-zbior-opowiadan-i220916/?utm_source=Criteo&utm_medium=retargeting&utm_campaign=criteo_lowerfunnel

Zapraszam Cię na swoją stronę:)

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=bookmarks

 

http://lubimyczytac.pl//ksiazka/4821889/nienasycenie

wersja 2a

Elżbieta Walczak – Hasztag poezja

#romantyczny #celebryta dał się nabrać na #hasztag #poets

porównał poezję z obrazem

który miał przed sobą

w odróżnieniu od malarstwa

poezja mówiła prawdę

zachwycił się nią

ale dopiero za dziesiątym razem

dante     Dante Alighieri par Giotto – Salutacion of Beatrice

ut pictura poesis #

obraz przedstawiał kobietę

dziwną

wiersz zestawił z Giotto-Dante

dobrali się w parę

jak u Breughla w Alegorii pięciu zmysłów

dołączył do tego muzykę Mozarta

i nie mógł oderwać wzroku

błogosławił hasztag

breugl 2 ten     Jan Breughel – Raj i grzech pierworodny

Tak działa poezja ( nie hasztag) w zestawieniu z ciekawością, w połączeniu z obrazem, z muzyką. Bywa, że dopiero po jakimś czasie zaczynasz rozumieć czym jest. Tak było ze mną. Po pierwsze jest przekazem, krótszym niż powieść. Pozwala rozumieć świat lub patrzeć na niego innymi oczami. Jest krótkim scenariuszem o życiu, owocem mango. Czym chcesz, żeby była w danym momencie, tym jest.

               Pewnie, że czasy Dantego, Horacego, Mozarta minęły wieki temu. Ja osobiście zachwycam się tymi czasami. Współczesną  muzyką,  malarstwem, pisarstwem, a wiersze współczesne odkryłam dla siebie dopiero kilka lat temu. Dziś wydaję szósty tomik. Oczywiście, że w tych czasach poezja ma zupełnie inne przełożenie niż powieść współczesna. Czy jest w ogóle zainteresowanie nią w czasach hasztagów? Zdziwicie się, ale tak. Praca nad wierszem jest dla mnie czystą przyjemnością. Pokażę Wam to na przykładzie tomiku, który za chwilę się ukaże “Krótkie scenariusze o życiu”.

Śniadanie u Tiffaniego. Bardzo proszę , oto cały zestaw.

 

Śniadanie u Tiffaniego

 

Bawię się łyżeczką do kawy,

a on patrzy na moje palce.

Słuchamy muzyki,

która wyjawia jakiś sekret.

Unoszę krawędź jego świata

i rozsypuję na stół.

 

Myślę o tym jak to się skończy.

 

Jeśli podniosę teraz papierosa

do ust… czy mi go podpali?

Zastanawiam się

do kogo jest podobny bardziej?

Szybciej bije mi serce.

Przestaję oddychać,

żeby starczyło powietrza na dłużej.

Resztka kawy stygnie

i wszystko zaczyna mętnieć.

 

Wyglądamy jak symbol światopoglądu.

 

A po śniadaniu rozchodzimy się

i znaczymy dla siebie tyle,

co tytuł jakiegoś filmu.

 

Właśnie na tym polega przyjemność:)

krótkie scenariusze okładka

Powstaje już nowy tomik “Owoc Mago”. Tu stawiam na chillaut.

Zapraszam Was na stronę, subskrybujcie mnie na you tube,  lajkujcie.

https://web.facebook.com/elzbietawalczakenamorada/?ref=aymt_homepage_panel

pozdrawiam, Ela

ela2